W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 

zdjęcie zdjęcie zdjęcie



BEREK, KANAŁ I PIJANI PARTYZANCI

Ola Borycka Ola Borycka, naczelna "Aveciarza", tegoroczna maturzystka, uczy się w LO im. Powstańców Warszawy

W cyklu „Autentyk” prezentujemy wojenną historię p. Janusza Kocha, który w okresie II wojny światowej mieszkał w Choszczówce i działał w tutejszych organizacjach podziemnych. Materiał powstał w ramach działalności „Klubu Poszukiwaczy Historii”, istniejącego przy Fundacji AVE. Należą do niego gimnazjaliści, licealiści i studenci. Spisują autentyczne opowieści seniorów, ukazujące przeszłość i ważne wydarzenia historyczne. W ten sposób to, co było kiedyś ożywa i niejednokrotnie zyskuje wyjątkowy blask, jakże różny od suchych faktów podawanych w szkolnych podręcznikach.

Z lat młodości w mych wspomnieniach
Ciągle widzę Stare Miasto,
Jego domy i podcienia
Zaplecione w siebie ciasno.
Sygnaturki dźwięki słyszę
Wydzwanianie wież kościelnych,
Które płyną w ranną ciszę
Nawołując swoich wiernych.
(J. Hoch, „Sen o Starym Mieście”)

Jasio berek!

Każdy młody chłopak marzy o tym, żeby mieć braci. Niektórym szczęśliwcom od razu trafiają się dwaj, i to w dodatku starsi. Kiedy jednak wszystko odbywa się w okupowanej Warszawie, rodzeństwo nie jest już tylko kompanią do zabawy i gry w piłkę. Henryk i Lech – starsi bracia pana Janusza Hocha – od samego początku wojny działali w konspiracji. Gdy w ich domu przy ulicy Wilanowskiej 24 m. 10 formowała się pierwsza podziemna struktura – Związek Walki Zbrojnej, najmłodszy z braci nie przypuszczał, iż mieszka pod jednym dachem z aktywnymi działaczami późniejszej Armii Krajowej!

Od małego wykazywał spryt i pomysłowość. Po dekonspiracji w lutym 1940 r. gestapo poszukiwało Henryka i Lecha. Nie nocowali oni w domu, jednak codziennie przychodzili na obiady. Młodszy brat, stojący przed bramą, miał być swego rodzaju oznaką braku niebezpieczeństwa.

Pewnego dnia Janek zauważył, zatrzymujący się w pobliżu kamienicy, samochód SS-manów. Reakcja błyskawiczna: klepnął w ramię kolegę z podwórka, krzycząc: – Jasio berek! – po czym prędko wbiegł do bramy. Tymczasem niemiecki oficer, ubrany po cywilnemu, łamaną polszczyzną próbował uzyskać od stróża informację, „gdzie mieszkają Liszek i Hainrych Hoch”. Dowiedziawszy się, iż chłopiec bawiący się w berka jest ich bratem, niezwłocznie przystąpił do wypytywania Janka o miejsce pobytu poszukiwanych przez siebie mężczyzn. Nie spodziewał się zapewne, iż ma do czynienia z młodzieńcem niezwykle błyskotliwym… W odpowiedzi uzyskał wyłącznie informację o wyjeździe braci do Lublina po żywność. Co więcej, chłopiec zmylił gestapowca pytaniem o rzekomą pracę, w sprawie której ów miał przyjść. Zdezorientowany Niemiec potwierdził i poprosił, aby bracia skontaktowali się z nim po powrocie. Młody Janusz uprzejmie się pożegnał i jak gdyby nigdy nic kontynuował zabawę w berka.

Akcja!

W wieku 16 lat pan Janusz działał w Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej - 3 kompani, 2 baonu szturmowego w IV Rejonie Obwodu AK. W 1943 roku na terenie zamieszkiwanym przez jego rodzinę, postanowiono stworzyć „dzielnicę niemiecką”. W związku z tym otrzymali lokum na terenie, gdzie do niedawna istniało getto. Kiedy Hochowie weszli do nowego mieszkania, mama pana Janusza za piecem zobaczyła rękę…

Od tego momentu zaczęli sami szukać mieszkania i w efekcie wylądowali w Choszczówce (wtedy jeszcze niewchodzącej w obręb Warszawy). Mimo przeprowadzki Jan dal czynnie działał w stolicy. Szczegółowo rozpoznał Arbeitsamt (biuro pracy, przez które wywożono Polaków do przymusowej pracy) i w następstwie razem z kolegami dokonał ataku na siedzibę urzędu przy Kredytowej 1. Zniszczono wiele dokumentów i niemal całe archiwum. Akcja uniemożliwiła pracę urzędników na kilka miesięcy!

Na uwagę zasługuje również fakt pomocy Żydom w getcie. We współpracy z Żydowską Organizacją Bojową parokrotnie przedostawał się za mur. Wydarzenie, które pozostawiło szczególny ślad w pamięci pana Janusza, miało miejsce przy ulicy Gęsiej, gdzie funkcjonowała kawiarnia. Obraz, jaki zobaczył młody chłopak, mroził krew w żyłach: przed wejściem do lokalu leżący na ziemi ludzie, dosłownie konali z głodu, na wystawie zaś półki uginały się od mięs i wędlin. Wstrząśnięty młody człowiek zapytał:

– Dlaczego ci ludzie umierają, skoro jest tyle jedzenia?

W odpowiedzi usłyszał:

– Musimy dbać o najlepszych, żeby nasz naród nie zginął. To są tylko śmondaki – dziś damy im jeść, a jutro i tak umrą…

Podziemni muszkieterowie

Pan Janusz miał oczywiście pseudonimy: warszawski – „Granat” oraz ten z Choszczówki – „Babinicz”. Z kolegami natomiast nieformalnie nazywali samych siebie imionami muszkieterów – Atos, Portos, Aramis, d’Artagnan. Często chodzili razem na ulicę Senatorską (mieli blisko ze Szkoły Mechanicznej mieszczącej się przy Konopczyńskiego), by tam bawić się wśród ruin. Całkiem przypadkowo podczas jednej z eskapad odkryli, iż podziemia Pałacu Prymasowskiego połączone są z tymi, biegnącymi pod Zamkiem Królewskim. W związku z tym otrzymali zadanie dokładnego zbadania korytarzy. Sprawa miała dla warszawskiej AK znaczenie priorytetowe.

Cała akcja przebiegła w spokoju. Wracali. Kiedy jednak wychodzili spod ziemi na ulicę Senatorską, dostrzegł ich patrol niemieckiej policji. Podczas pospiesznego wycofywania Janusz został postrzelony w głowę. Spadł z wysokości blisko 4 metrów w szczelinę gruzowiska. Miał szczęście. Niemcy bali się do niej wejść i dzięki temu koledzy mogli wydobyć rannego, by z pomocą zaprzyjaźnionego właściciela rykszy odwieźć go do konspiracyjnego lekarza. Nocna eksportacja miała szczególną oprawę. Trzeba wiedzieć, że w opinii hitlerowców Polak pijany oznaczał Polaka dobrego, dlatego, przykrywszy Janusza kocem, mężczyźni udawali, iż są pod wpływem alkoholu. Śpiewając i zataczając się bezpiecznie dotarli na Tamkę. Tam jednak okazało się, że doktor nie może założyć szwów – jedynie oczyścił ranę i założył tzw. „klamerki”. Już po wojnie nasz bohater dowiedział się, że ma w czaszce spory ubytek.

Z Tarchomina do Kampinosu

Wsypa w 44 roku uniemożliwiła działanie w dotychczasowej formie. W związku z tym pan Janusz nawiązał kontakt z organizacją bojową, działającą na terenie Choszczówki. Mianowano go przybocznym w drużynie harcerskiej. Po wybuchu powstania przejął funkcję drużynowego i zajmował się takimi akcjami jak na przykład zdobywanie koszar niemieckich w Legionowie czy „oczyszczanie terenu z pojedynczych grup okupanta”.

Bardzo odpowiedzialnym zadaniem była organizacja przepraw przez Wisłę. Z okolic Rajszewa przerzucano żołnierzy do Kampinosu. Mieli iść na pomoc walczącej stolicy. Nie było to takie proste, rzeka była stale obserwowana i pochłonęła podczas poszczególnych akcji wiele ofiar... Zresztą za samo posiadanie łodzi groziło rozstrzelanie!

Partyzancki humor

- Podczas wojny humor nie jest częstym kompanem, czasem jednak zdarzały się sytuacje wywołujące uśmiech na twarzy – mówi pan Janusz. Jedna, związana z Choszczówką, warta jest uwagi. Otóż po otrzymaniu pomyślnych wiadomości z frontu pan Jan z kolegą wracali późnym wieczorem do domu. Nie zważając, że jest już grubo po godzinie policyjnej, młodzieńcy na cały głos śpiewali piosenki partyzanckie, a dla lepszego efektu trzymali w rękach kije. Tej nocy księżyc mocno świecił tak, iż cienie wydłużały się nienaturalnie, a gałęzie dzierżone w dłoniach wyglądały niczym karabiny. Chłopcy szli po zalesionej górce, u podnóża której mieszkała Volksdeutsche, często odwiedzana przez Niemców. I tym razem nie było inaczej. A echo niosło partyzanckie pieśni… Przerażeni oficerowie niemieccy schowali się ze strachu w piecu chlebowym! Już samo tchórzostwo daje powody do uśmiechu, ale najlepsze jest to, co stało się później. Otóż Banhschuz (policjanci kolejowi) nie mogli wydostać się ze swej oryginalnej kryjówki, wobec czego nocowali w dość osobliwych warunkach i dopiero nad ranem wypuścił ich wezwany na pomoc zdun. Nieświadomi niczego dwaj „partyzanci” mieli nie lada uciechę, gdy rano usłyszeli całą historię opowiadaną na stacji przez uradowanych mieszkańców Choszczówki.

Bohater

Pan Janusz to prawdziwy bohater, a przy tym także gentleman w pełnym tego słowa znaczeniu. W trakcie naszej dwugodzinnej rozmowy odbyłam prawdziwą lekcję żywej historii, jakże inną od tych szkolnych. Pamiętajmy, że prawdziwi muszkieterowie są na wyciągnięcie dłoni…

Dzisiaj widzę wszystko w barwach
Choć tak dawno to już było
Czasem myślę czy to prawda,
Czy to tylko mi się śniło?
(J. Hoch „Sen o Starym Mieście”)

Ola Borycka


Dodane przez Heiko
13:09 02.10.2015
Bardzo się cieszę, że już nastąpiło zetknięcie z ruechm Universelles Leben czyli po naszemu Życie Uniwersalne .Osobiście jestem bacznym obserwatorem tego ruchu.Nie należę wprost bo mam awersję do przynależenia do czegokolwiek.Z wolnej stopy wspieram i jest mi najbliższe.Rozumiem istotę tego ruchu.Mam za sobą przeczytane ze zrozumieniem wykłady Rudolfa Steinera.Wynika z nich ni mniej ni więcej tylko to, że CHRZEŚCIJAŃSTWO zoStało zakotwiczonena kulturze łacińskiej nie bez powodu. problem polega na tym, że nie pozwala się nam na rozwf3j tej idei. Wg Steinera religie takie jak HINDUIZM, BUDDYZM i inne są wcześniejszymi prf3bami ucywilizowania CZŁOWIEKA, rozwijały się do pewnego momentu i zdryfowały. Myślę że to zawracanie kijem Wisły odbywa się zawsze tak samo. Ci ktf3rzy nie chcą pozwolić na rozwf3j w kierunku CZŁOWIEKA mobilizują się totalnie. Myślę, że my powinniśmy totalnie się nie dać a zwłaszcza totalnie robić swoje.Przecież my już wiemy dużo gdzie jest nie tak. Więc należy totalnie robić tak jak ma być.I właśnie to robią w Życiu Uniwersalnym. Nazywają siebie PRACHRZEŚCIJANAMI .Dlatego dobijam się tu od jakiegoś czasu o chętnego do tłumaczenia z niemieckiego tego co oni oznajmiają ŚWIATU.Żeby jeszcze lepiej zrozumieć co się dzieje zachęcam do zapoznania się z wykładami prof. Piotra Jaroszyńskiego na jego autorskiej stronie i z wykładami prof. Tadeusza Guza. Jeden rozjaśni nam zasady myślenia w kulturze łacińskiej , ktf3re to zasady pf3ki co są dla nas właściwie oczywiste, ale dla następnego pokolenia już takie nie będą, z powodu właśnie totalnego ataku na ten system wartości.Drugi z kolei objaśni nam kto nam usilnie przeszkadza zostać CZŁOWIEKIEM i jakich używa instrumentf3w i struktur.To się wszystko dzieje na naszych oczach.Bardzo serdecznie wszystkich pozdrawiam.
Dodane przez Maxime
23:50 08.10.2015
Attractive part of content. I just stlebumd upon your weblog and in accession capital to say that I acquire actually loved account your weblog posts. Anyway I will be subscribing for your augment or even I success you get admission to persistently fast.
Dodane przez Novie
04:05 09.10.2015
Hello there, simply bemace aware of your weblog through Google, and found that it\'s truly informative. I am going to be careful for brussels. I will appreciate when you continue this in future. Lots of people will be benefited out of your writing. Cheers! http://nmlbxj.com [url=http://lvmlrta.com]lvmlrta[/url] [link=http://jkvupauozxs.com]jkvupauozxs[/link]
Dodane przez Barbara
10:24 09.10.2015
Fantastic book!! Read it last year and thinking about gnivig it a second read after i finish my current book:\'Yes Man\' by Danny Wallace which incidentally is nothing like the movie it spawned and so funny i find myself laughing out loud on the tube. Something which all Londoners will tell you is weird and against the rules of the tube. Especially in peak hour. Pfft sod them. x P.S. Can\'t wait to see the film!
Dodane przez Esma
07:09 10.10.2015
Ok, now i want to read the since you highly rnmcomeed it! Will have to add it to my reading wish list. Just watched the trailer looks very interesting and Anne H is convincing as a brit.vintageglammz recently posted.. http://begzrvjas.com [url=http://llfqlrt.com]llfqlrt[/url] [link=http://dxeeplj.com]dxeeplj[/link]
Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .