W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 

fot. www.ursa.pl



Zielone długopisy SGH

Marta Ferfet, fagocistka, studentka SGH, mieszka na Tarchominie

Czy to prawda, że w SGH piszą zielonym długopisem? Odpowiedź na to pytanie postanowiłam znaleźć w sposób empiryczny. Po wielomiesięcznych przygotowaniach, pomyślnym zdaniu pięciu przedmiotów na maturze i skomplikowanym procesie logowania, dostałam list! Treść brzmiała mniej więcej tak: „Szkoła Główna Handlowa ma zaszczyt poinformować, że została Pani przyjęta w szeregi studentów. W związku z powyższym jest Pani zobowiązana odbyć kurs biblioteczny i BHP do dnia 31.10.2008”. No i zaczęło się.

Wielka Różowa, czyli Gmach Główny robi na początku niesamowite wrażenie. Wchodzę i zaczynam czuć się jak mrówka w przejściu podziemnym przy stacji metro-centrum. Tłum ludzi, jeszcze więcej schodów i… co ja mam teraz ze sobą zrobić? Mój przyjaciel z dzieciństwa uspokaja mnie, że „tu” jest wszystko. I ma rację. Budynki, składające się na zacne SGH, znajdują się w niedużej odległości, G połączony jest z A magicznym łącznikiem, tuż obok mieści się największa chyba w Polsce biblioteka ekonomiczno-polityczna, a po dziesięciominutowym spacerku można dotrzeć do budynku C z najnowocześniejszymi aulami wykładowymi. W jednym tylko gmachu G zlokalizowałam aż trzy punkty xero, księgarnię, dwie sale gimnastyczne ze ścianką wspinaczkową, basen z sauną, dwa kioski, siłownię, wreszcie wirtualny dziekanat, gdzie można korzystać z komputerów i sieci internetowej (bezprzewodowa jest dodatkowo dostępna w całym obiekcie). Robi wrażenie!

Dla dobrze wychowanej licealistki przejście w świat życia studenckiego może być zaskakujące. Po pierwsze jest się tytułowaną „panią”, a to z kolei oznacza, że jako osoba dorosła samemu trzeba walczyć o przetrwanie. Prawie jak w dżungli. Nikt już nie kontroluje, ale też nie prowadzi za rękę. Nie trzeba jednak nosić ze sobą 10 zeszytów i 15 ciężkich podręczników, właściwie obecność na wykładach nie jest obowiązkowa, jedynie na większości ćwiczeń i lektoratów, komfort psychiczny daje też brak prac domowych, przynajmniej z większości przedmiotów.

Tajemnicą poliszynela jest natomiast fakt, że o SGH przez pierwsze dwa lata nauki mówi się „Szkoła Główna Języków Obcych z rozszerzonym programem ekonomii”. Jeśli ktoś, tak jak ja, wybrał język niemiecki rozszerzony, to może pożegnać się z lekturą swoich ulubionych książek, częstymi wyjściami do kina czy romantycznymi snami – wszędzie bowiem czeka na niego praca domowa auf Deutsch.

Uczelnia daje wiele możliwości rozwoju. Prawie codziennie na Auli Spadochronowej (główny hol na wprost wejścia) różne firmy oferują praktyki nawet dla studentów I roku albo ogłaszają konkursy na projekty i zakładanie własnych przedsiębiorstw przez młodych ludzi. Spadochron jest także miejscem gdzie swoich potencjalnych członków werbują niezliczone organizacje i koła naukowe. Prężnie działa samorząd studencki, który jest twórcą takich cudów jak informator dla „pirszorocznych” czy kalendarza studenckiego. Zdążyłam się zorientować, że sporo kasy wydaje jednak na imprezy alkoholowe… Organizacje mają dobrze rozbudowany system dotacji i sponsoringu, w końcu studiowanie ekonomii i marketingu do czegoś zobowiązuje. Ponadto każdy może się włączyć w działalność chóru, zespołu pieśni i tańca, Niezależnego Zrzeszenia Studentów, Akademickiego Stowarzyszenia Katolickiego Soli Deo, AIESEC SGH, licznych kół naukowych czy redakcji miesięcznika „Magiel”.

Po około tygodniu pobytu w „Wielkiej Różowej” każdy też zna żart, z którego zaczerpnęłam tytuł niniejszego tekstu: „Dlaczego studenci SGH piszą zielonym długopisem? Bo zielony się nie kseruje.”

Jak w każdym dowcipie - i w tym jest ziarno prawdy. Na uczelni, w której od pierwszego dnia wykładowcy przypominają studentom, że dostali się na SGH po to, aby – cytuję – „robić kasę w życiu”, na pewno znajdą się mało sympatyczne jednostki, których chorą ambicją jest być za wszelką cenę lepszym od innych. Tacy nigdy nie pożyczą notatek, jeśli zapytasz, kiedy co było na wykładzie, odpowiedzą, że trzeba było słychać albo nie poinformują o odwołanych zajęciach. Ci na pewno piszą zielonym długopisem…

Ale nie ulegajmy stereotypom. Społeczność SGH można nazwać wielokulturową. Bardzo wielu studentów pochodzi spoza Warszawy, przeważająca grupa mieszka w akademikach lub mieszkaniach wynajętych na spółkę ze znajomymi. Ci na pewno wiedzą, że współpraca – także w zakresie wymiany notatek – jest korzystna. Ponadto mnogość różnych organizacji, które prężnie działają od wielu lat dobitnie pokazuje, że esgiehowcy potrafią równie efektywnie współzawodniczyć co współdziałać.

Marta Ferfet

P.S. Zapraszamy białołęckich studentów do dzielenia się opiniami o Waszych Alma Mater. Ciekawa też jestem, czy mieszkają tutaj inni „esgiehaowcy”, i czy piszą zielonymi długopisami? Zapraszam: aveciarz@gmail.com.

Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .