W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 

zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie zdjęcie



PRZYJAZNY PRL

Marta Ferfet Marta Ferfet, fagocistka, studentka SGH, mieszka na Tarchominie

W tym roku przypada 20. rocznica obrad Okrągłego Stołu. Mniej świadomym historycznie lub później urodzonym przypominamy, że doprowadziły one do transformacji ustrojowej Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (oficjalna nazwa od 1952 roku) i odzyskania przez Polskę pełnej wolności. Od zakończenia II wojny światowej do 1989 roku nasz kraj znajdował się w sferze ścisłych wpływów Wielkiego Brata – Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Aż trudno uwierzyć, że bezkrwawa rewolucja dokonała się zaledwie (aż?) 20 lat temu.

Z okazji rocznicy chcemy przybliżyć naszym Czytelnikom specyfikę tamtego okresu. W kolejnych numerach będziemy pokazywali PRL oczami ludzi, którzy w tamtej epoce rodzili się, uczyli, studiowali, służyli w wojsku… Były to niewątpliwie czasy trudne i na pewno niezbyt chlubne. Ale nie brakowało też rzeczy, które z perspektywy czasu wspomina się z uśmiechem a nawet sentymentem. Wszak PRL to blisko 50 lat – życie dwóch pokoleń. Na początek cyklu przygotowaliśmy swoisty przewodnik po PRL-u. Wybraliśmy rzeczy, które moim rodzicom i znajomym kojarzą się pozytywnie albo komicznie…

Samochód „Syrena” – produkowany w latach 1957 - 83 przez warszawskie FSO. Była symbolem ówczesnego przemysły transportowego, obiektem wiecznego pożądania; wygodna i funkcjonalna zaspokajała potrzeby przeciętnej rodziny. Starsze modele „Syrenek” miały biegi przy kierownicy, drzwi otwierane na prawą stronę i osiągały zawrotną prędkość 105 km/h. Jednak zwykle już przy osiemdziesiątce miało się wrażenie, że za chwilę samochód rozleci się na drobne kawałki. Poza tym jadąc „Syreną” podziwiało się głównie… niebo – tak skonturowano fotele i szybę przednią. Szczególnej urody były modele Bosto, które zamiast tylnej kanapy miały kabinę bagażową.

Adapter „Bambino” i pocztówki dźwiękowe – w czasach, gdy trudno było o oryginalne płyty z nagraniami zagranicznych zespołów, powstawały tańsze, nie zawsze legalne, kopie, dostępne w kioskach ruchu i księgarniach. Z przodu widoczek, na nim zarejestrowana melodia do odtworzenia na adapterze, z tyłu tradycyjne rubryki – miejsce na wiadomość, znaczek, dane adresata. W ten sposób można było zdobyć nagrania takich gwiazd jak Elvis Presley, Janis Joplin, The Beatles, Led Zeppelin, Rolling Stones, Jimi Hendrix, CCR…

Hipi style w gorących latach 60. i 70. – w tym okresie mój osobisty, własny tata nosił: włosy do ramion, spodnie ze sztucznego zamszu rozszerzane od kolan w dół i obszyte króliczym futerkiem, koszulę w kwiaty, zawiązaną na supeł na wysokości pasa, klapki japonki, okulary lenonki z metalowym drucikiem, a na szyi na rzemyku plastikowy ogryzek jabłka i skórzaną pacyfkę – bardzo żałuję, że nie zachowały się żadne zdjęcia z tego okresu.

Wejściówki do kin i teatrów – dział socjalny w zakładach pracach (wszystkie były państwowe, nie było prywatnych firm z wyjątkiem bardzo wąskiej grupy tzw. „prywaciarzy” – głównie rzemieślników) wykupywał kilkadziesiąt lub kilkaset (niejednokrotnie nawet całe sale) w teatrach i kinach. Dzięki temu pracownicy raz w miesiącu mogli (a czasem nawet musieli!) bezpłatnie lub za niewielką opłatą skorzystać z oferty kulturalnej. W tych czasach powstała także instytucja „koników”, którzy kupowali sporą ilość biletów na premierowe projekcje filmów, po czym sprzedawali je po dużo wyższej cenie.

Pewex i cinkciarze – w Peweksie mogłeś dostać dosłownie wszystko, łącznie z produktami, pochodzącymi z Zachodu – od jeansów przez klocki Lego po matchboksy, coca-colę i inne rarytasy zza żelaznej kurtyny. Jednak w Peweksach (a później w Baltonie) płaciło się wyłącznie dolarami tzw. „zielonymi”. Nie mogłeś ich jednak kupić w dużej ilości w kantorze, zresztą już samo posiadanie „sałaty” było – ogólnie rzecz ujmując - nielegalne i bardzo podejrzane, więc zdobywało się je od cinkciarzy (nazwa od „change money”). W Warszawie wiadomo było, że cinkciarzy można spotkać przed Rotundą. A poza tym na dworcach, hotelach, lotniskach…

Polo Cockta, lody Bambino, „gruźliczanka” w saturatorach i woda sodowa w syfonie – artykuły spożywcze charakterystyczne dla lat 60. i 70. Któż, w upalny dzień, nie miałby ochoty spotkać na ulicy pana, rozlewającego zimną wodę (czasem nawet zabarwioną!) za niewielką opłatą? A ponieważ przy saturatorze zwykle była jedna szklanka (często na łańcuchu) – kto by się martwił o jakąś higienę – przed saturatorami ustawiały się długie kolejki. Dla ścisłości – szklanka była za każdym razem myta specjalnym urządzeniem, ale i tak piana po poprzednim soku zostawała… Warto pamiętać, że kultowy dziś Ferdek Kiepski z popularnego serialu miał właśnie za czasów PRL-u prowadzić saturatorowy biznes.

„Teleranek” i kultowe dobranocki – każde dziecko co niedzielę punktualnie o godzinie 9 zasiadało przed telewizorem, aby obejrzeć kogucika wskakującego na płot .Wieczorem natomiast śledziło przygody swoich ulubionych bohaterów – Misia Uszatka, Bolka i Lolka, czeskiego pomysłowego Krecika, Jacka i Agatki, Makowej Panienki, Telesfora, Żwirka i Muchomorka, Ptysia i Balbiny, Baltazara Gąbki i wielu innych… O innych porach kreskówek nie było. Czasami jedynie „Domowe Przedszkole” okraszano radzieckim „Wilkiem i Zającem”.

Bar mleczny – PRL-owski McDonalds’, oparty na tradycyjnej kuchni, najczęściej należał do Spółdzielni „Społem”. Nazwa pochodzi od przeważających w menu dań mlecznych. Przykręcane do stołów talerze i łyżki na łańcuchu wszyscy znają z kultowych komedii Stanisława Barei. Specyfikę tego miejsca oddaje też autentyczna historia: pewien pan zamówił w barze mlecznym naleśniki z serem, kotleta mielonego i leniwe. Przyjmująca zamówienie kasjerka, za każdym razem brała kartonowy rulon, zwinięty w trąbkę i krzyczała w stronę kuchni: „naleśniki raz, mielony raz i leniwe”. Mężczyzna po chwili zorientował się, że zamówił za dużo. Powiedział więc do kasjerki, że rezygnuje z leniwych. Kasjerka czym prędzej wzięła swoją tubę i krzyknęła na cały głos: „wstrzymać leniwe, klient się wacha!”. Komentarz chyba zbyteczny.

Kartki na mięso i inne towary luksusowe – każdy dostawał z zakładu pracy miesięczny przydział na zakupy towarów limitowanych takich jak mięso, czekolada, alkohol czy nawet odzież. Nic dziwnego, że bywały okresy, kiedy kartki miały większą wartość niż pieniądza. Rzecz jasna kwitła z powodzeniem szara strefa i podziemny „rynek kartkowy”. Specjalne kartki przysługiwały też z okazji narodzin dziecka, np. na zakup bucików.

Równość – tę wspominają wszyscy, którzy żyli w tamtych czasach. Pozorna równość, brak tak bardzo dzisiaj widocznych różnic materialnych; niemal każdy miał taki sam status społeczny. Wyrazem tej równości było chociażby fakt, iż dzieci do przedszkola i szkoły chodziły w identycznych fartuchach. Paradoksalnie owa równość jest przecież także fundamentem obecnej demokracji wcale nie ludowej.

Czekamy na wspomnienia Wasze oraz Waszych bliskich – rodziców, dziadków, znajomych. Wspólnie wybierzmy się w ciekawą podróż w czasie… Piszcie: aveciarz@gmail.com

Marta Ferfet

Dziękuję za pomoc w przygotowaniu tekstu moim rodzicom Annie i Markowi Ferfet oraz szwagrowi Piotrowi Redko

Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .