W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 

zdjęcie zdjęcie



1025

Wielkanoc 1025 roku zapowiadała się niezwykle ciekawie. W dzień Zmartwychwstania Pańskiego już na długo przed sumą do katedry gnieźnieńskiej napływały coraz to nowe osoby. Byli tam i chłopi, i mieszczanie, i szlachta, i rycerze, i duchowni. Ci ostatni gromadzili się w bocznych nawach i okolicach ołtarza.

Przed katedrą wrzało! Każdy krzyczał, chciał coś powiedzieć. Szlachta żywo ze sobą rozmawiała. Ale i okazja była nie byle jaka - koronacja księcia Bolesława! To przecież najważniejsze wydarzenie podczas całego jego panowania. Wszak do tego dążył. Śmierć papieża Benedykta VIII i jeszcze wcześniejszy zgon Henryka II stworzyły przychylną sytuację dla księcia polskiego, który kazał złotnikom krakowskim zrobić najznamienitszą i najwspanialszą koronę, zapowiadając jednocześnie swoją koronację. Obrzędu miał dokonać arcybiskup Gwido, który jako duchowny nie patrzył na te poczynania przychylnie, ale jako szlachcic szczerze sprzyjał księciu.

Grupka ludzi, odzianych w wykwintne stroje – uroczyste galijskie spodnie, tuniki i podpinane płaszcze Greków i Rzymian żywo rozprawiała między sobą.

– No to się nasz książę doczekał!

– Tak, tak – wtórował drugi.

– Ale ja wam mówię, że coś mi tu nie pasuje. Najpierw umarł sobie ten cesarz, no a teraz papież. Mówię wam, że mnie się zdaje, iż nasz Bolesław otruł ojca świętego.

– A jakoż by śmiał? Co wy gadacie? Chybaście przez duchy nieczyste opętani, Mściwoju – ganił Gosław.

– Albo jakby się on dostał do papieża? Przecie książę Rzymu nie odwiedzał w ostatnim czasie – wtórował Jaśko.

– A to dużo trzeba? Nasz książę to wszędzie zna ludzi – nie dawał za wygraną Mściwój. – Wystarczy, że posłał zaufanego człowieka z pismem, a tam już sami zadbali i wykonali, co chciał. Przecie był za młodu w Rzymie.

– A to być mogło – rzekł gruby Kaźmierz.

– Przestalibyście grzeszyć Mściwoju i Kaźmierzu – wykrzyknął młody kleryk. – Takie oszczerstwa na naszego pana powiadać? Niech no się tym tylko dowie, kto potrzeba…

– A nie denerwujcie się, Mieszku! Toć to człowiek jak tak siedzi tutaj kilka tygodni, nic nie robi, tylko piwo żłopie, to i mu do głowy różniaste głupoty przychodzą – przemawiał Mściwój.

– Ale swoją drogą, to tajemniczy zbieg okoliczności: śmierć cesarza, a zaraz potem papieża – mówił Kaźmierz.

– Tak, tak Kaźmierzu. Już nic mądrzejszego nie mogliście wymyśleć. Tylko wino żłopać potraficie. I same brednie wam do głowy przychodzą. Toż to jeden zgon od drugiego dzieli aż dziewięć miesięcy! Głupiście i tyle – oponował Gosław.

– No, no nie pozwalaj sobie! – oburzył się Kaźmierz. – Tylko nie powiadajcie „głupiście”!

– A co? Takie brednie tylko głupi może mówić.

– Słuchaj, trzymaj język za zębami, bo jak wezmę miecz i jak ci go utnę… – tutaj sięgnął po topór i zaczął machać nim w powietrzu pokazując, jak to by uciął język Gosławowi.

– Pijanyś – to głupoty pleciesz – kontynuował Gosław.

– O, tego już za wiele – ryknął Kaźmierz, ale nie dokończył, bo właśnie nadjechali król i biskup na koniach wraz ze swymi orszakami, więc wszyscy schylili czoła i udali się do katedry.

– Ja ci jeszcze pokażę – wycedził przez zęby wprost do ucha Gosława wściekły Kaźmierz.

Tymczasem rozpoczęło się nabożeństwo. Najpierw biskup odmawiał wiele łacińskich modlitw i tylko klerycy co jakiś czas odpowiadali na wezwania celebransa. Wszyscy zgromadzeni z niecierpliwością spoglądali na księcia i miejsce, gdzie stały święte oleje. Po cichu pytali, gdzie korona i berło. Ktoś szepnął, że korona została skradziona w nocy. Pobożne niewiasty zaczęły popłakiwać i modlić się jednocześnie, aby złodzieja złapano i żeby koniecznie zginął marnie. Drudzy powiadali, że złotnicy nie zdążyli na czas…

Naraz odezwał się głos dzwonka i boczne wrota otwarły się. Stanęli w nich klerycy ze złotnikami. Uroczyście wnieśli ułożone na czerwonej poduszce oznaki władzy królewskiej. Wszystkim zgromadzonym zatkało dech w piersiach, każdy chciał zobaczyć, ale nikt nie śmiał się ruszyć. Powaga chwili paraliżowała.

Klerycy przy śpiewie psalmu dwudziestego procesjonalnie szli przez całą katedrę majestatycznie i powoli. Gdy doszli do biskupa, ten wziął poduszkę i przeszedł na miejsce, gdzie miały się odbywać obrzędy namaszczenia.

Przyszły król klęknął. Po kościele przeszedł modlitewny szept. Biskup wypowiadał łacińskie strofy, a książę za każdym razem, na znak Gwidona, odpowiadał głośno i stanowczo „Amen”.

Po namaszczeniu olejami, kiedy korona znalazła się na skroni króla, wszyscy zerwali się z klęczek i spontanicznie głośno wołali: „Niech żyje Król! Niech żyje! Bolesław niech żyje!” Donośny bas rycerzy mieszał się z piskiem dziewcząt. Krzyczeli wszyscy. Okrzyki radości zagłuszały śpiew kleryków, którzy modlili się za króla słowami psalmu dwudziestego pierwszego. Następnie wszyscy podążyli za królem i biskupem w procesji do drzwi katedry. Teraz przez kilka tygodni miały trwać uczty i zabawy…

Na zamku bawili się z królem duchowni, świetniejsi przedstawiciele starszyzny, zacniejsi rycerze i cudzoziemcy, natomiast na ulicach, gdzie porozstawiano stoły świętował gmin i przybysze z całej ziemi Polan. Na nieszczęście Kaźmierz siadł koło Gosława i cały czas groził mu mówiąc, że się zemści i że domaga się pojedynku! Wyznaczono go na siedemnasty dzień czerwca. Wówczas miały się zakończyć wszystkie uczty i zabawy.

Jednak do pojedynku nie doszło. Owego pamiętnego siedemnastego dnia czerwca młodzi klerycy obwieścili smutna wiadomość, że król zmarł…

– A widzisz, mój Gosławie! – Kaźmierz tryumfował, zwracając się do spotkanego na królewskim pogrzebie Goława. – Miałem jednak rację. Bóg ukarał śmiercią Bolesława za to, że otruł papieża.

– Milcz, bo zaraz będzie drugi pogrzeb. Twój! – wycedził Gosław, wyjmując sztylet.

Maksymilian Janowski,
uczy się w I klasie gimnazjum

Mamy nadzieję, że w dobie blogów i skrótowych sms-ów i wszechobecnych „obrazków”, sztuka pisania nie zaginęła. Zachęcamy młodych literatów do przysyłania próbek swojej twórczości do redakcji „Aveciarza” (aveciarz@gmail.com). Najlepsze teksty mają szansę na publikację, tak jak prezentowane dzisiaj opowiadanie historyczne gimnazjalisty z Zielonej Białołęki. Traktuje ono o autentycznych wydarzeniach, które miały miejsce na Wielkanoc sprzed 984 lat.

Dodane przez Hazel
12:19 22.12.2015
How low can you go! General jewish trerorism . How long before these sickos will allow Iranian mujadeen parade in their streets? So blinded by their hatred.
Dodane przez Ambica
19:50 22.12.2015
Hi Gary, the Sarpaneva is still on my wrist 99% of the time. It\'s great to the office when i wear a suit and it looks great with jeans and t-shirt. I\'m abtsluoely thrilled with my Sarpaneva K1.I just mailed you about your question.Kind regards,Frank
Dodane przez Tima
01:38 23.12.2015
You\'ve got to be kidding me-it\'s so trptsaarennly clear now! http://lcqipvjtrow.com [url=http://urwejv.com]urwejv[/url] [link=http://itmajeqo.com]itmajeqo[/link]
Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .