W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



Dealer przed szkołą

Społeczne Gimnazjum STO przy ulicy Toruńskiej 23 to mała, względnie porządna szkoła. Co prawda administracyjnie przypisana jest do dzielnicy Targówek, jednak uczy się w niej bardzo wiele osób, mieszkających na Białołęce.

Rodzice płacą co miesiąc czesne w wysokości ośmiuset złotych, co uspokaja ich sumienie, że na kilka godzin dziennie oddają swoje dorastające pociechy w środowisko całkowicie wolne od używek. W końcu za tyle pieniędzy można chyba zapewnić dzieciakom i należytą ochronę, i profilaktykę antynarkotykową.

Ale co tak naprawdę rodzice wiedzą? Który rodzic przyznałby się, że podejrzewa swojego ukochanego synka o ćpanie? Oczywiście, żaden dopóki nie uzyska na to niepodważalnych dowodów, a żaden nastolatek nie jest na tyle głupi, żeby je dostarczyć.

Do szkoły przy Toruńskiej chodzą dzieci z tak zwanych „dobrych domów”, które mogą pozwolić sobie praktycznie na wszystko. Jeśli biorą dragi, to wcale nie z poczucia otaczającej je beznadziejności, kryzysów, szukania ucieczki od przytłaczających problemów… Powód jest prozaiczny: chęć zabawy, „odjazdu”... Takich dzieciaków nawet nie trzeba namawiać, jeśli chcą, to same znajdą sobie dealera. W ich prostym, dostatnim świecie za kasę można wszystko.

Ale nie w szkole. Jeden korytarz patrolowany nieustannie przez nauczycieli raczej nie nadaje się na handel używkami. Poza tym w całej szkole jest jedynie około pięćdziesięciu uczniów. To bardzo mała społeczność, w której każda wiadomość rozchodzi się lotem błyskawicy. Jasne, że ktoś by w końcu doniósł nauczycielom, tak więc niebezpiecznie byłoby nawet próbować.

W ogóle oficjalnie narkotyków tutaj nie istnieje. Do niedawna sama żyłam w przekonaniu, że mojej szkoły problem nie dotyczy, a wykłady profilaktyczne to zbędne gadanie o abstrakcyjnym dla nas problemie. Później zaprzyjaźniłam się bliżej z jednym chłopakiem z klasy i dotarło do mnie, że odgradzająca nas od świata narkotyków szyba, to tylko wytwór mojej wyobraźni.

- Parę lat temu o mało nie wpadłem w nałóg - mówi. - Nie było łatwo, ale jakoś się wybroniłem. O dwa lata starszy kumpel posłużył mi za świetny przykład i ostrzeżenie… Po prostu nie chciałem tak skończyć, pewnie nikt by nie chciał. Od tamtego czasu bardzo uważam, zerwałem z nimi kontakt… no, prawie, a jak coś biorę to rzadko, wyłącznie dla rozrywki i niedużo. Ale gdybyś chciała, to mogę ci dać kontakt do co najmniej dwóch dealerów… - uśmiecha się przy tym wyluzowany, jakby opowiadał anegdotę. Nagle poważnieje i przygląda mi się badawczo: - A w ogóle, to po co ci to wiedzieć? Lepiej nie próbuj, jeśli o to ci chodzi… NIGDY nie próbuj.

- Dlaczego? – pytam prowokacyjnie.

- Bo to takie balansowanie na krawędzi, nawet nie zauważysz a spadasz na złą stronę. A potem bardzo trudno wstać. To zabawa nie dla ciebie, za delikatna jesteś… Wiesz, o tym się nie gada, ale sporo moich znajomych prawie spadło z tej krawędzi - patrzy wymownie na grupę wymijających nas drugoklasistów.

Zapytałam oczywiście, kogo ma dokładnie na myśli, ale poklepał mnie tylko po ramieniu.

- Lepiej, żebyś pewnych rzeczy nie wiedziała.

Byłam przekonana, że kiedy zapytam o narkotyki pana dyrektora, usłyszę poprawną regułkę opakowaną w promieniujący pewnością siebie uśmiech typu „w naszej szkole takiego problemu nie ma, nie było i nie będzie”. Ale ku mojemu zdumieniu pan Jelonek bez skrupułów opowiedział mi o problemie sprzed kilku lat. Pod szkołą przez dłuższy czas kręcił się dealer, oferujący towar starszym i młodszym uczniom. Na szczęście ktoś w końcu zawiadomił nauczycieli i od tamtego czasu teren monitorowany jest przez ochronę. Chociaż na jakiś czas zniwelowało to zagrożenie, dyrektor nie wątpi, że kiedyś mogą się one powtórzyć.

- Trzeba pamiętać, że przy tak skomplikowanym problemie konieczna jest współpraca i uczniów, i rodziców, i nauczycieli. Nie ma gotowych recept. Wciąż staramy się o tym przypominać, uczulać uczniów i przede wszystkim mieć oczy szeroko otwarte. Mam nadzieję, że w razie potrzeby znajdą się odpowiedzialne osoby, które w trosce o innych, zainterweniują, kiedy będzie taka potrzeba – dodaje.

Ta wypowiedź pokazuje, że nie wszyscy dyrektorzy zamiatają problemy pod dywan. Pozostaje mieć nadzieję, że także w innych placówkach na Białołęce i dyrektorom, i nauczycielom, i uczniom nie zabraknie zdrowego rozsądku, aby trzymać narkotyki z dala od szkoły i od siebie.

Magda Zarzycka

Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .