W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



Wykupiłem krawat za ciasteczko

Magda Chorąży - studentka polonistyki, mieszka w Choszczówce

O powołaniu, życiu codziennym za seminaryjnymi murami i marzeniach przyszłego księdza z klerykiem Pawłem rozmawia Magda Chorąży

Kościół Świętego Jakuba przy ulicy Mehoffera, obok duży biały budynek. Otwieram potężne drzwi, za którymi wita mnie uśmiech bardzo młodego człowieka w sutannie. Przechodzimy przez długi korytarz. Rozglądam się dokoła – wszędzie jest bardzo czysto i cicho. Aż dziw bierze, że mieszkają tu sami mężczyźni.

Niedawna czwarta rocznica śmierci papieża Jana Pawła II zaprowadziła mnie do tarchomińskiego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej, w którym studiują przyszli księża. Wśród nich jest kleryk Paweł Maliszewski, od dziecka mieszkający w Wiśniewie. Jeszcze do niedawna można go było często zobaczyć przy ołtarzu w roli ministranta i lektora w kościele przy ul. Klasyków.

- Kiedy umawialiśmy się na spotkanie, używałam formy „proszę księdza”. Czy tak właśnie powinnam się zwracać?

- Sam się kiedyś nad tym zastanawiałem. Przyjęło się, że mówi się do nas „proszę księdza”, ale nie jesteśmy jeszcze po święceniach. Oczywiście można mówić kleryku, ale bardziej powszechna jest ta pierwsza forma. Myślę, że najprościej będzie po imieniu, znamy się przecież z kościoła.

- Jak reagują Twoi znajomi, gdy widzą Cię w sutannie?

- Większość nie widziała mnie jeszcze w sutannie. Reakcje na wiadomość o tym, że wstąpiłem do seminarium są bardzo różne. Koledzy, którzy dobrze mnie znali, sami mówili, że nadawałbym się na księdza, nie są więc zaskoczeni. Inni są zdziwieni.

- Kiedy poczułeś, że chcesz zostać księdzem?

- Nie było jednego momentu. Wiele rzeczy złożyło się na tę decyzję, między innymi posługiwanie przy ołtarzu w roli ministranta, liczne rekolekcje, pielgrzymki, formacja oazowa… Był to proces długotrwały. Zaraz po maturze chciałem studiować na Uniwersytecie Warszawskim matematykę. Dostałem się i złożyłem potrzebne dokumenty. Potem pojawiła się myśl, czy aby nie wstąpić do seminarium. Studia miały być czasem dłuższego rozeznawania. Jednak doszedłem do wniosku, że skoro mam zostać księdzem, to matematyka nie będzie mi do niczego potrzebna. Jedne wątpliwości odchodziły, następne się pojawiały. Wreszcie zdecydowałem, że droga duchowa jest najważniejsza i najlepsza dla mnie.

- Jak zareagowała Twoja rodzina?

- Rodzice się uradowali, chociaż byli nieco zdziwieni. Deklarowałem przecież, że będę studiować matematykę. Decyzję podjąłem właściwie w ostatniej chwili. 29 sierpnia wróciłem z rekolekcji, przez trzy dni próbowałem dodzwonić się do seminarium. Trzeba zaznaczyć, że termin zgłaszania się kandydatów mijał 31 sierpnia. Dodzwoniłem się ostatniego dnia i 8 września rozpocząłem kurs wstępny. To były trzy tygodnie skupienia, modlitwy, rozważania…
Powiedziałem o rodzicach, ale mam jeszcze rodzeństwo: dwie siostry i jednego brata. Oni jeszcze bardziej niż rodzice byli zaskoczeni i potrzebowali nieco więcej czasu na oswojenie się z moją decyzją. Teraz bardzo mnie wspierają.

- Niedawno miały miejsce Twoje obłóczyny. Co dla Ciebie oznacza włożenie sutanny?

- To dzień ogromnej radości. Od rana w seminarium panowała atmosfera oczekiwania, tuż przed wyjazdem do kościoła niektórzy klerycy pieczołowicie po raz kolejny czyścili buty, wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik.
Podczas mszy po homilii ksiądz rektor nałożył na nas sutanny. To wyjątkowy, wzruszający moment zarówno dla mnie, jak i dla mojej rodziny. Kiedy zdejmowano z nas marynarki, schola seminaryjna śpiewała wymownie: „Niech pan zwlecze z ciebie starego człowieka, a przyoblecze cię w nowego.” Teraz, gdy idę ulicą, swoim strojem daję świadectwo w co wierzę i Komu powierzyłem życie…

- A jak sutanna? Wygodna?

- Koledzy doradzili, żebym uszył sutannę z lekkiego materiału. Na początku trochę dziwnie się czułem, ale pomogło mi to, że jako ministrant dosyć długo chodziłem w albie. Problem pojawia się na schodach, już nie raz się potknąłem. Czasem, gdy siadam, sutanna ściąga się do tyłu i lekko się duszę. Trzeba też uważać, żeby się nie pogniotła. No i nie można już biec do autobusu…

- Jak wygląda w Twoim seminarium tradycja obcinania krawata?

- Ten zwyczaj trochę się zmienił. Teraz wygląda to tak, że po nałożeniu sutanny kleryk udaje się do zakrystii. Tam starsi koledzy zdejmują krawat i pomagają zapiąć guziki przy sutannie. Później jednak trzeba ten krawat wykupić…

- A Ty już go wykupiłeś?

- Na szczęście poszło dość łatwo – wystarczyło zaproszenie na ciastko i herbatę.

- Jakim etapem na drodze do kapłaństwa są obłóczyny? Ile trwają studia w seminarium?

- Jestem na drugim roku, nauka w seminarium trwa sześć lat. Dwa pierwsze to czas poznawania filozofii, która daje podstawę do rozumienia teologii. Cztery kolejne lata to studiowanie nauk teologicznych. Na trzecim roku kleryk otrzymuje posługę lektoratu, na czwartym akolitatu i wówczas, jako alumn, może udzielać Komunii Świętej. Na piątym roku w maju mają miejsce święcenia diakonatu, po których można czytać Ewangelię na mszach, udzielać sakramentu małżeństwa i odprawiać pogrzeby, jeśli są one sprawowane poza Eucharystią. Koniec szóstego roku to święcenia prezbiteratu, czyli kapłańskie.

- Jak wygląda dzień w seminarium?

- O szóstej pobudka. Ciężko było mi się przyzwyczaić do tak rannego wstawania, na szczęście teraz jest już lepiej. Przez pół godziny rozważamy Ewangelię na dany dzień, potem Eucharystia i śniadanie. Od 8.15 do 13.20 odbywają się wykłady, później wspólnie odmawiamy Anioł Pański, jemy obiad, po którym mamy czas wolny. O 15.30 rozpoczynamy własną naukę, przygotowujemy się do kolejnych wykładów. Od 17.30 jest czas na czytanie lektury duchowej, może to być życiorys jakiegoś świętego lub jego dzieła. O 18 zjadamy kolację, odmawiamy nieszpory i znowu – indywidualna nauka. Dzień kończymy adoracją Najświętszego Sakramentu.

- Dzień wypełniony co do minuty.

- Miałem pewne problemy, żeby przestawić się na taki tryb. Wiadomo, że w klasie maturalnej, uczniowie mają dużo wolnego czasu. Tutaj wszystko jest zaplanowane w najdrobniejszym calu: modlitwa, nauka i praca. Ciężko też było podczas pierwszej sesji - zresztą każdy student wie o czym mówię. Zasady studiowania pod względem naukowym nie różnią się od innych uczelni…

- Czy brakuje Ci czegoś w seminarium?

- Na początku myślałem, że nie poradzę sobie bez telewizora, bo wcześniej dosyć dużo czasu spędzałem na oglądaniu filmów. Okazało się jednak, że telewizja wcale nie jest mi potrzebna. Natomiast mam mało czasu dla znajomych. Terminy sesji i przerw semestralnych w seminarium wypadają w innym czasie niż na innych uczelniach. Kiedy ja jestem po sesji, moi znajomi dopiero się uczą, a kiedy oni zdadzą wszystkie egzaminy, ja mam wykłady…

- A jedzenie mamy?

- O tak! Jedzenia mamy zdecydowanie mi brakuje. Szczególnie niedzielnych obiadów.

- Spotykamy się w dniu czwartej rocznicy śmierci Jana Pawła II. W jaki sposób odejście tego niezwykłego człowieka wpłynęło na Ciebie?

- Wydaje mi się, że byłem za młody, żeby w pełni zrozumieć to wszystko, co się wówczas wydarzyło. Oczywiście było mi bardzo przykro, byłem poruszony i jednocześnie wzruszony. Myślę jednak, że nasze pokolenie inaczej postrzega tę śmierć. Pomyśl, co przeżyli Ci, którzy byli świadkami wybrania Karola Wojtyły na papieża. Kiedy my przyszliśmy na świat - On już był… Zostawił nam wzór, także przykład "dobrej śmierci" i celu życia. Nie chodzi tylko o pogodzenie się z odchodzeniem, ale również o zwykłe, spokojne oczekiwanie na przejście do Pana.

- Jakim księdzem zamierza być kleryk Paweł?

- Kiedy wstępuje się do seminarium, to nie ma pewności, że zostanie się księdzem. Studia filozoficzno-teologiczne i formacja duchowa mają być czasem rozeznawania. Przychodzą też wątpliwości. Wtedy bardzo pomocna okazuje się rozmowa z ojcem duchownym. Nie wiem, jak będzie za cztery lata, wszystko się zmienia, młodzież się zmienia, a nawet sposób wykładania katechezy w szkołach. Poza tym nie wiem, gdzie zostanę wysłany przez biskupa i jakie zadania wyznaczy mi proboszcz. Ale już teraz modlimy się w seminarium za przyszłych parafian i o dobrego proboszcza. Może się okazać, że biskup będzie chciał, abym dalej studiował i potem został profesorem w seminarium…

Jeśli chodzi o to, jakim chciałbym być księdzem, to przytoczę tu pewną historię, którą usłyszałem od ojca duchownego. Kilku kleryków wybrało się w góry. Ubrani w krótkie spodenki, koszulki i z plecakami wędrowali przez zielone doliny. Mijający ich mężczyzna pozdrowił słowami "Szczęść Boże!". Zdziwieni zapytali, skąd wiedział, ze są klerykami. Turysta bez wahania odpowiedział, że to… po prostu widać. Właśnie takim chciałbym być księdzem: żeby ludzie nawet wtedy, kiedy nie będę miał na sobie sutanny, wiedzieli, że żyję z Bogiem, że żyję Ewangelią. Nie chcę, aby w moim życiu pojawił się rozdźwięk między słowami wypowiadanymi z ambony a życiem.

- Tego Ci serdecznie życzę i do zobaczenia na mszy prymicyjnej!

- Dziękuję i szczęść Boże.

Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .