W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



Abdykacja z rozsądku

Hela Sałasińska

Powieść w odcinkach, cz. 2

W poprzednim numerze rozpoczęliśmy publikację powieści w odcinkach autorstwa Heli Sałasińskiej, uczennicy VI klasy, mieszkanki Choszczówki. Zapraszamy do nadsyłania próbek Waszej twórczości – najlepsze opowiadania, powieści i wiersze opublikujemy, piszcie: aveciarz@gmail.com. W poprzednim odcinku poznaliśmy miłośniczkę przyrody Rozalkę i jej wiecznie zapracowanych, nie mających na nic czasu rodziców. Dziewczynka postanowiła za wszelką cenę doprowadzić do wspólnego pierwszego od niepamiętnych czasów rodzinnego wyjazdu na majówkę. W tym celu opracowała chytry plan – przekonała nauczycielkę i swoją klasę do udziału w projekcie ekologicznym. Każde z dzieci miało wyjechać na weekend poza miasto i przywieźć stamtąd rozmaite pamiątki przyrodnicze, które złożą się na niezwykły album, gazetkę i zielnik.

Po lekcjach Rozalia szybko pożegnała się z Ulą. Zobaczyła bowiem, że po drugiej stronie parku stoi czarny mercedes mamy.

- Cześć mamo! - krzyknęła rozpromieniona, wsiadając do auta. - Nie uwierzysz, co dzisiaj się wydarzyło w szkole! Mój nierealny projekt przedstawiłam klasie, a wszyscy z zapałem powiedzieli, że chętnie wezmą w nim udział!

- Ja też uważam, że jest genialny. Poza tym tata i ja znaleźliśmy świetne miejsce na weekendowy wypad. W dodatku pojedzie z nami babcia i …. – w tym momencie zadzwonił telefon Pani Kwiatowskiej-Łączka. - Przepraszam, córeczko.

Rozalka pomyślała, że będzie to jak zwykle długa i nużąca rozmowa. Ale mama rozmawiała z kimś tak, jak rozmawia z mamą Ulki.

- O, to super! Rozi się ucieszy… - mama kończyła rozmowę. – Hm… Tak, tak! No, to pa, pa! Cześć!- skończyła.

- Kto to dzwonił? – spytała zaciekawiona dziewczynka.

- Nie mogę ci powiedzieć, to ma być niespodzianka.

- Mamo…

- No, dobrze, dobrze. Telefonowała mama Uli i umówiłyśmy się, że wam nie powiemy, ale pojedziemy na majówkę z babcią i … - mama zawiesiła głos – Ulą!!!

- Aaaaaaaaa!!! - krzyknęła rozradowana Rozalka. – Mamo! To najlepsza wiadomość na świecie!

Po chwili dziewczynka spoważniała:

- Mamuś?!

- Tak?

- Do domu to nie w tą stronę!

- Wiem - powiedziała tajemniczo pani Barbara.

- To po co tam jedziemy?

- No jak to po co? Przecież za tydzień są twoje urodziny!

- Za tydzień jest 12 maja!

- Wcale nie, już 13! - powiedziała mama, pokazując kalendarz.

- Rzeczywiście… Coś się dzieje z moim mózgiem. To wszystko chyba z wrażenia.

Za chwilę wchodziły do centrum handlowego. Od razu skierowały swoje kroki do sklepu zoologicznego. Rozalkę cieszyły wszystkie zwierzaki, biegała od klatki do klatki, nie mogąc się zdecydować, które z nich wybrać. W końcu wypatrzyła małe, puszyste chomiki. Decyzja zapadła: chomiki, a wraz z nimi ogromna klatka i najróżniejsze zabawki - chomikowa bieżnia, obszerny domek, specjalne miseczki na skorupę po kokosie i wszystko, co jest potrzebne do komfortowego chomikowego żywota.

Całe popołudnie i wieczór Roza spędziła przed komputerem, wyszukując w internecie najróżniejsze wiadomości o zwyczajach swoich nowych przyjaciół. Okazało się, że potrzeba zaledwie 2-3 dni, aby chomiki przyzwyczaiły się do nowego miejsca i właścicieli – po tym okresie można je wypuszczać z klatki. Trzeba jednak uważać, żeby nie schowały się pod łóżko albo inny mebel, bo wówczas z własnej woli stamtąd nie wyjdą. Klatkę należy umieścić na podłodze, zwierzaki można przyzwyczaić do chodzenia po rękach właściciela…

- Już jestem! – krzyknął na cały dom tata, który właśnie wrócił z pracy.

- Cześć, Piotr! Mamy dla ciebie tyle wiadomości! Zaraz przyjdzie Rozalinda, to wszystko ci opowie… Rozi, tata przyszedł! - mama zawołała córkę, która w tym czasie już była na schodach. Spieszyło się jej, żeby samodzielnie poinformować o wszystkich niespodziankach mijającego dnia. Przede wszystkim o chomikach (tata powiedział: „mam nadzieję, że będziesz się nimi zajmować”), a poza tym o wszystkim co działo się w szkole, no i o projekcie.

- To genialny pomysł! Zaraz wam pokażę, dokąd jedziemy. A właśnie, mamy dla ciebie niespodziankę. Wiesz kto z nami jedzie? Babcia i…- zaczął tata, ale Rozalka przerwała w pół słowa:

- …Ula oczywiście, no i teraz chyba też moje chomiczki?

Rodzice zrobili tajemniczą minę.

- Myślę, że będziemy musieli, bo z kim je zostawimy? – powiedziała po chwili mama.

- Dzięki za wszystko, kocham was! – Rozalka rzuciła się w ramiona rodziców.

- No dobrze, pora pokazać, dokąd jedziemy - tata otworzył laptopa. - Zobaczcie wszystko jest na stronie internetowej. Wieś nazywa się Czaple. Malowniczy zakątek tuż nad samym jeziorem. W okolicy nie ma żadnego dużego miasta. Jeden sklep i kilka domów. My zamieszkamy w leśniczówce u mojego przyjaciela z podstawówki, który osiadł tam na stałe i pracuje jako leśniczy. Nazywa się Andrzej Pietruszka i ma czwórkę dzieci, z którymi będziesz mogła się bawić. Najmłodsza Nina ma dopiero cztery lata, ale pozostała trójka jest starsza - Marysia dziesięć, Piotrek jedenaście i Gabrysia dwanaście lat. Czekają tak na nas…

Rozalia bardzo chciała się rzucić tacie na szyję, ale w ostatniej chwili postanowiła oszczędzić mu cierpień i swoim zwyczajem zawyła z radości.

- A teraz do łóżka, późno już – powiedziała mama tonem nie znoszącym sprzeciwu. Roza nie próbowała nawet protestować. Zresztą cały dzień solidnie ją zmęczył, po dwóch kwadransach zasnęła w oka mgnieniu. Śniła o wyjeździe…

***

Rozalkę obudziło słońce. Wspaniała pogoda i przepiękny śpiew ptaków zachęcał do wstania z łóżka. Dziewczynka postanowiła jednak trochę poleżeć. Wyobrażała sobie, jak to będzie na wyjeździe, czy dzieci pana Pietruszki zaakceptują ją, czy uda się znaleźć ciekawe eksponaty do projektu. Z marzeń wyrwał ją pisk chomików.

- Ojej, zapomniałam. Muszę je nakarmić! – krzyknęła do siebie i za chwilę stała nad klatką z nowymi przyjaciółmi. - Witajcie moje maluszki! Jak się spało? - zagadywała, wkładając jednocześnie jedzenie. W tym momencie uświadomiła sobie, że zapomniała o nadaniu imion chomikom.

- Karla - tak będzie się nazywał ten cały biały – szybko postanowiła - a drugi może… Nie mam pojęcia jak cię nazwać! Jesteś szary z czarnym paskiem na grzbiecie… - zastanawiała się, gdy stojąca na stoliku otwarta puszka pepsi niespodziewanie przewróciła się. Słodki napój wlewał się prosto do miseczki. „Nienazwany” szybko zeskoczył z ramienia Rozi, wbiegł do klatki i… ze smakiem zaczął popijać pepsi-colę.

- Nie pij tego! To Pepsi! P e p s i – w tym momencie Rozalkę olśniło. – Już wiem, jak się będziesz nazywał. PEPSI!!! – uroczyście, niczym ksiądz podczas chrztu, obwieściła dziewczynka, jednocześnie deklarując, że skoro tak lubi pepsi-colę będzie dostawał w co roku w prezencie urodzinowym puszkę ulubionego napoju. Ceremonię przerwał głos mamy:

- Rozi, gdzie jesteś?

- W salonie, karmię chomiki.

- Jeszcze nie ubrana? Zaraz spóźnisz się do szkoły, jest po w pół do ósmej! - mama stanęła w drzwiach ubrana, umalowana i gotowa do wyjścia.

- Już tak późno?!!

- Chyba znowu cię odwiozę. Nie masz nic przeciwko?

- Jasne, że nie!- zaśmiała się Roza. – Biegnę się ubrać.

- Tylko szybko.

- Basiu, dzisiaj się pakujemy a jutro wyjazd! – tata wyglądał na podekscytowanego.

- O, właśnie, a czy masz dzisiaj czas na zrobienie zakupów? - spytała męża pani Łączka.

- Owszem, a co miałbym kupić?

- Jedzenie, coś dla tych dzieci, no i co tam ci wpadnie w oko. Nie zapomnij zielonych toreb ekologicznych.

- Jakich toreb? Ekologicznych? Nie masz plastykowych?

- Od dzisiaj jesteśmy eko! – obwieściła mama, a tata, który dopiero teraz zauważył, że jego żona ubrana jest na zielono, szybko podchwycił temat:

- To może pójdziemy wieczorem na spacer?

Nie usłyszał jednak odpowiedzi, bo żona spojrzała w tym samym momencie na zegarek i wykrzyknęła:

- O matko! Wszyscy się spóźnimy. Jest za dziesięć ósma! Rozalia!!!

- Już jestem!

- Nie gadaj, tylko idź do samochodu a kanapkę zjesz po drodze! Prędko!

Droga do szkoły była znacznie mniej przyjemna niż poranek, ponieważ mama jechała jak szalona. Dzięki temu Rozalka nie spóźniła się na pierwszą lekcję.

Z Biedroną spotkała się w klasie. Nie zamieniły jednak ani jednego słowa, bo zadzwonił dzwonek i rozpoczęła się lekcja przyrody. Od czasu do czasu dziewczyny wymieniły uśmiechy, mówiące „cieszę się, że razem pojedziemy”.

Na lekcji omawiano budowę oka. Pani pokazywała ciekawe plansze, wyjaśniła, jaką funkcję pełnią tęczówka, soczewka, rogówka, źrenica, nerw wzrokowy, ciało szkliste, siatkówka. Rozalka starała się wszystko zapamiętać. Nauczycielka pokazała też ciekawe doświadczenie, jak oszukać oko. Wystarczy zrobić rulon z papieru i patrzeć przez niego idealnie prosto. Przykładamy rękę przed rulonem i przez jakiś czas patrzymy się na nią. W wyniku doświadczenia powinna powstać nam na dłoni czarna plama, która naprawdę nie istnieje. Wszystkim dzieciakom z 6 A ten eksperyment szalenie się podobał, niemal każdy próbował go powtórzyć podczas przerwy,

ale tylko nielicznym się udawało.

Po skończonych lekcjach dziewczyny mogły wreszcie spokojnie porozmawiać.

- O której jutro się spotykamy?

- Mama mówiła, że około siódmej.

- Strasznie wcześnie!

-Wiem, spakowałaś się … O, zobacz! Wiewiórka, jaka śliczna!- zachwycała się Rozalka.

- Nie jestem śliczna, tylko przepiękna.

- Wiem, Biedrona – Roza się zaśmiała. - Ale co to?! Po co mi mówisz, że nie jesteś śliczna tylko przepiękna?!

- Ja?! Nic takiego nie powiedziałam – Ulka była bardzo zdziwiona tajemniczym zachowaniem koleżanki.

- Tak? E… W takim razie, zdawało mi się. Nie ma o czym gadać - powiedziała zmieszana i jeszcze kilka razy obejrzała się na wiewiórkę, ale nic nie usłyszała. Zanim doszła do samochodu była przekonana, że coś się jej przesłyszało.

W drodze do domu toczyła się ożywiona rozmowa na temat jutrzejszego wyjazdu i wszystkiego, co trzeba zrobić, aby mógł dojść do skutku. Ustalono, że najpierw Roza nakarmi Karlę i Pepsi, a potem się spakuje, po czym… Wtem na ulicę, tuż pod koła auta wbiegł pies! Pissssk!!! Na szczęście mamie udało się wyhamować.

Rozalkę przeszył dziwny dreszcz. Obie szybko wysiadły z samochodu. Pies był cały, ale – jak widać – bezpański. Dziewczynka od razu się w nim zakochała: jasno-beżowy duży i śliczny kundelek. A jaki miękki!

Roza ku zdumieniu mamy oświadczyła:

- Zabieram cię do domu, dopóki ktoś się po ciebie zgłosi. Być może masz właściciela?

- Nie mam, jestem bezdomny od urodzenia, ponieważ właściciele mnie wyrzucili! A w ogóle jak to się stało, że moja wybawczyni mnie rozumie?- POWIEDZIAŁ pies.

- Ja już nic z tego nie rozumiem! Co się ze mną dzieje?- wyszeptała przerażona Rozalinda.

- Pewnie jesteś jedynym potomkiem Julii Kwiatkowskiej, która na łożu śmierci powiedziała: „Ósmy potomek płci żeńskiej odziedziczy po mnie dar rozmawiania z zwierzętami”. A potem…- pies zawiesił głos.

-…umarła - dokończyła Rozalka i przytuliła się do psa. Teraz zrozumiała sytuację z wiewiórką sprzed kilkunastu minut. Mama nie słyszała rozmowy, w tym czasie bowiem dopytywała przechodniów, czy nie wiedzą, kto jest właścicielem psa. Niestety wszyscy bezradnie rozkładali ręce. Cóż było robić?

- Rozalko, jedziemy do domu – powiedziała mama.

- A co zrobimy z Psiskiem? - zapytała nieśmiało dziewczyna.

- Musimy go zabrać ze sobą, a następnie rozwiesimy ogłoszenia. Być może właściciele zechcą go odzyskać.

- Hura!!! Choć Psisko! – dziewczynka wcisnęła psa do samochodu. Na razie postanowiła nic nie mówić mamie o Julii Kwiatkowskiej i swojej rozmowie z Psiskiem.

Zaraz po przyjeździe Rozalka napisała ogłoszenia:

UWAGA!

Mam zagubionego psa kundla, jasno-beżowego i dużego. Prawdopodobnie nie ma właściciela, a ja z chęcią go przyjmę. Gdyby jednak ktoś chciał go odzyskać, proszę powiadomić mnie telefonicznie. Pies wyjeżdża ze mną na kilka dni na wycieczkę.

Telefon: 608 987 635

Rozalia Kwiatkowska-Łączka z rodzicami.

Rozalka uznała, iż jest to najpiękniejsze ogłoszenie świata! Wydrukowała kilkanaście egzemplarzy i dała mamie, która od razu poszła porozwieszać na osiedlu. Chwilę później przyszedł tata.

- Witaj, moja filia!

- Tato! W jakim to było języku?- zapytała zdziwiona.

- Zapisałem się na kurs łaciny i nauczyciel zalecał mi wplątywanie zdań i słówek. Według niego w ten sposób szybciej się nauczę.

- A będziesz mi tłumaczył?

- W końcu sama się nauczysz.

- Zobaczymy… Tato, pozwól, że przedstawię ci Psisko! – w tej samej chwili pies skoczył na tatę i obficie go polizał…

Po czułościach Roza opowiedziała całą historię, skrzętnie pomijając fakt praprapra…babci Julii, swoją niezwykłą umiejętność oraz parę innych szczegółów.

- No i co mam z nim zrobić? –zakończyła, licząc, że tata wyrazi zgodę na pozostanie psa w domu na stałe.

- Rozalio, quiquid agas prudenter agas et respice finem. To znaczy: Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i miej na uwadze skutki.

Rozalka uznała, że oznacza to mniej więcej „zgadzam się”, rzuciła się więc tacie na szyję:

- Dzięki za wszystko, bardzo mi pomogłeś.

- No, moja droga jest już prawie dziesiąta, a my nie spakowani. O siódmej!

- To ja lecę się spakować, Psisko! - zawołała na psa.

- A ja zadzwonię do mamy, żeby kupiła coś do jedzenia dla psa…

Rozalka wyciągnęła z szafy swoją zieloną walizkę oraz ukochany plecak sportowy, który zabierała na każdą wycieczkę. Ulokowała w nich co najmniej połowę zawartości szafy, ponieważ nie mogła się zdecydować, z czego należy zrezygnować. Jeszcze jedzenie dla chomików i psa, latarka, notatnik, poradnik zwierzęcy, książkę o koniach, książkę kucharską, zabawki dla Psiska i dwie nie napompowane piłki do nogi i siatkówki. W plecaku znalazła się gazeta do czytania w podróży, mapa, ulubiony miś, z którym Psisko zdążyło się już zaprzyjaźnić, karty i kilka innych drobiazgów.

- Rozalko, kupiłam trochę rzeczy dla psa. Spakuj je do walizki – pakowanie przerwała mama ledwo mieszcząc się w drzwiach ze wszystkimi tobołkami.

- A rozwiesiłaś ogłoszenia, mamusiu?

- Tak. Mam nadzieję, że ktoś się zgłosi…- powiedziała zatroskanym głosem, patrząc na śpiące Psisko.

- A ja nie! - powiedzieli w tym samym momencie tata i Rozalka.

Mama machnęła tylko ręką, a Rozalka zabrała się za rozpakowywanie toreb. Czego w nich nie było? I obroża, i smycz, i kocyk z kaczuszkami, i posłanie, i poduszka…

- Ex usu kładziemy się spać o dziewiątej, a jest już po dziesiątej! Jeżeli zamierzacie rano wstać, radziłbym iść do łóżek - powiedział tata.

- Chyba musimy kupić słownik łaciny! - powiedziały znowu razem mama i Roza.

Po kilku chwilach dziewczynka już spała. Śniło się jej, że leci na jakimś fantastycznym stworzeniu. W końcu „coś” odleciało, a ona znalazła się w pięknym lesie. Wydawało jej się, że to drzewa do niej mówią:

- Ssszzzz…. Szzz …. Obudź się, obudź się… Szzz… Szzzzzz!

C.D.N.


Dodane przez Star
13:50 02.10.2015
Now I feel stpuid. That\'s cleared it up for me
Dodane przez Demetri
23:51 08.10.2015
So true. Honesty and everything rednzoigec.
Dodane przez Gabriell
04:05 09.10.2015
The forum is a brhtgier place thanks to your posts. Thanks! http://xlxdzkey.com [url=http://uuhdzg.com]uuhdzg[/url] [link=http://prshzkg.com]prshzkg[/link]
Dodane przez pop
10:24 09.10.2015
Ene humuus kino uzeh dtruai yum bol file .mn nees mongoorn tataad avchihgui guraitad baihaasaa ichdeggui yum baihdaa dajkino niihon endeesee mongo olj ene kinonuudiig tsaashid tavih eh uusveree avch bna gedgiig meddeggui denduu olon garuud baih yum aa dajiihaan ta nar shuu tataj avhaar zovhon file.mn deeree taviaa shuud uzeheer gedgeech gesen bolivol taarna 500 uuhan togrog tolood shine kino hulgaigaar uzchij chadahgui bol youtubeeeree heseedl baij baig bitgii shuud uzheer taviaarai aa bas 1 sanal bna zovhon hadmal orchuulgaar tavij baival humuusd angil hel surhadn heregtei shuudee zalhuuralgui uzgeldee humuus
Dodane przez Artas
07:10 10.10.2015
chi goy shuu hugshuun komisnile nicekino geed busad sitenaas turuund mama oruulna gedeg chin l sakshdee yamar ch bsan dajgui site bna.mungu tulj uzeh ni uzne biz zaawal orj irj olon yum yarih yamar shaardlaga bnaa tee???? warm bodies laststand diehard etr-iig oruulaarai naizaa bas herwee bolomjtoi bol walkind death season 1.2.3 bugdiig ni tawij chadahuu tasarhai kinoshdee .oruulwal ch humuus mash ih orj ireh bh daa ene my bodol shuu amjilt daraa ni dahiad comment bichimts http://vqkioi.com [url=http://gmqjuquhg.com]gmqjuquhg[/url] [link=http://gcisoghxi.com]gcisoghxi[/link]
Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .