W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



1. Rowerem na Spotkanie z Diabłem

Choć z pozoru niepozorne i zupełnie nieprzystające do miejskiego, nowoczesnego charakteru Białołęki, trwają w krajobrazie niejako na przekór cywilizacji, która znaczy swoje panowanie kolejnymi zamkniętymi osiedlami i wybetonowanymi przestrzeniami. Mam na myśli krzyże i kapliczki przydrożne. To jedne z nielicznych materialnych śladów dawnych czasów. Tym cenniejsze, że w naszej dzielnicy nie mamy zbyt wielu zbytków albo obiektów, które mogłyby stanowić turystyczną atrakcję.

Wszelkie przewodniki wśród obiektów wartych uwagi na Białołęce wymieniają gotycki kościół św. Jakuba, jego miniaturkę z początku XX wieku w Płudach, modrzewiową świątynię przy ulicy Głębockiej, ufundowaną według legendy przez królową Bonę, ewentualnie jeszcze kilka dworków. Tymczasem są jeszcze przydrożne figury kryją wiele tajemnic przeszłości.

Rowerowa pielgrzymka z diabłem?

Jeśli ktoś myśli, że proponujemy rowerową pielgrzymkę – jest w błędzie. Choć każdy ze świątków powstał z religijnych pobudek – jedne są wyrazem wdzięczności za uproszoną łaskę, inne wzniesiono w intencjach pokutnych, jeszcze inne miały odpędzać złe duchy lub wyjednać błogosławieństwo – oprócz stricte religijnego wymiaru kryją w sobie najróżniejsze tajemnice, o które - mijając je przypadkiem - nawet byśmy ich nie podejrzewali.

Nie będzie nudno. Na szlaku spotka nas i zbrodnia hitlerowska, i tajemnica niejakiego Wodzyńskiego, i nawet diabeł z rogami i długim ogonem… Napięcie będziemy stopniować. Diabła zostawimy prawie na sam koniec. Zaczynamy niewinnie

Tajemnica Wodzyńskiego

Ruszamy sprzed białołęckiego ratusza. Jedziemy trasą rowerową biegnącą wzdłuż ulicy Modlińskiej, kierując się na Jabłonnę. Po lewej stronie zielony kompleks uroczego Parku Wiśniewo, trzymamy się parkowego ogrodzenia i skręcamy w lewo w ulicę Podróżniczą. Objeżdżamy posesję Szkoły Podstawowej Nr 257 im. prof. Mariana Falskiego (tego od kultowego „Elementarza” z Alą i Asem), przecinamy ulicę Uczniowską i jedziemy prosto ulicą Podróżniczą, a następnie skręcamy w lewo w Krokwi (uwaga zakręt bardzo niebezpieczny ze względu na ograniczoną widoczność). Po około 500 metrach wąską ścieżką wjeżdżamy do lasu. Klucząc między drzewami wyjeżdżamy wprost na neogotycki kościółek przy Klasyków. Powstał w latach 1908-1913 roku z inicjatywy rejenta Kiersnowskego, architekta Wędrowskiego oraz okolicznych mieszkańców w ramach projektu stworzenia w Płudach letniska na wzór Otwocka. „Warto go obejrzeć, aby poznać gusty budowlane naszych dziadów i poznać prawdziwie polski styl architektury sakralnej. Szkoda, że tak daleko odeszły od niego w swych wymyślnych technicystycznych kształtach niektóre świątynie wzniesione w ostatnich latach.” – napisał w „Warszawskich Pożegnaniach” Jerzy Kasprzycki („Życie Warszawy” nr 91/88r.). Przed kościółkiem stoi kapliczka z figurą Chrystusa z otwartym sercem. Powstała w 1916 roku w intencji „O niepodległość, wolność i całość Ojczyzny naszej” – jak głosi napis na cokole. Co ciekawe, przed laty kapliczka stała z prawej strony kościoła. Zresztą przed wojną dokoła nie było gęstego lasu a wyłącznie… morze piasku. Wydmowa pustynia ciągnęła się niemal do Jabłonny. Warto obejść kościółek dookoła. Z tyłu są wmurowane dwie pamiątkowe tablice, jedna poświęcona siostrom Marii i Teresie Wilmanowicz, zamordowanym 30 VIII 1944. Zapamiętajmy to nazwisko, spotkamy się z nim podczas naszej wyprawy.

Ruszamy dalej w kierunku przejazdu kolejowego. Za nim skręcamy w wąską ulicę Czołową. Ze względu na duży ruch aut zachęcam, aby wbrew przepisom skorzystać w tym miejscu z chodnika. Za wiaduktem nad torami na wysokości osiedla przy ulicy Marywilskiej przechodzimy na drugą stronę jezdni i szukamy maleńkiej ulicy Sygnałowej, która prowadzi prostopadle do Wyspiarskiej, biegnącej wzdłuż torów kolejowych. Kiedy przejdzie się kilka metrów – otoczenie diametralnie się zmienia. Wokół stare, potężne drzewa, wysoka, bujna trwa oraz ruiny domu i ogrodzenia posesji dawnego właściciela tych ziem. Po lewej stronie na dwumetrowym cokole wyrasta kamienna figura Matki Bożej z Dzieciątkiem naturalnych rozmiarów. Okoliczni mieszkańcy mówią, że Matka Boska ocaliła w 1939 roku dwóch żołnierzy, którzy ukryli się za cokołem figury przed hitlerowcami. Na ich oczach Niemcy wyciągali i zabijali kolegów ukrytych za drzewami, murami i krzakami, a im nic się nie stało. Napis z tyłu cokołu kryje tajemnicę. . „W pamiętnym czasie wielkiej wojny europejskiej” – czytamy – „na uproszenie łaski Matki Najświętszej pamiątkę tę stawia w maju 1915 roku Wacław Wodzyński, właściciel Marcelina. Prosi następców o konserwację”. Nikt nie wie kim był ów Wodzyński, wszak w tym czasie Marcelinem władali Majlertowie, których kroniki rodzinne nie wymieniają takiego nazwiska. Kim więc był i dlaczego tytułował się mianem właściciela?

Bitwa pod Białołęką i morowe powietrze

W zadumie wjeżdżamy na wiadukt nad Kanałem Żerańskim, a następnie skręcamy w lewo w ulicę Proletariatczyków, która prowadzi nas do Białołęckiej. Skręcamy w prawo. Przy posesji pod numerem 321 odnajdujemy między drzewami metalowy krzyż – jedyną pamiątkę niezwykłego wydarzenia: zwycięskiej bitwy pod Białołęką, jaka miała miejsce 24 i 25 II 1831 roku w okresie Powstania Listopadowego. Krzyż wystawiono na początku XX wieku, niedawno został gruntownie odnowiony. Nieco dalej na drugim zakręcie ulicy Białołęckiej na skrzyżowaniu z Przykoszarową znajduje się jeden z najstarszych krzyży, ustawiony w 1892 roku przez rodzinę Smoczyńskich dla oznaczenia granicy ich majątku.

Wracamy do ulicy Juranda ze Spychowa, skręcamy w lewo w Ostródzką, a następnie w prawo w Berensona i ponownie w prawo w Kąty Grodziskie. Należy tutaj zachować szczególną ostrożność, wszystkie ulicy są bardzo ruchliwe. Sytuacja uspokaja się dopiero po skręcie w lewo w ulicę Chudoby. Niebawem wjeżdżamy między pola. Na horyzoncie po prawej stronie panorama Marek. Jedziemy asfaltem, zupełnie zapominamy, że to nadal Warszawa. Wśród pól na niewielkim wzgórzu okazała figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem, bardzo podobna do tej z Marcelina. To jedna z najstarszych kapliczek na terenie Białołęki, powstała w 1852 roku z inicjatywy Pauliny Piaseckiej jako wotum wdzięczności za ocalenie od morowego powietrza. Z tym motywem wznoszenia świątków jeszcze dzisiaj się spotkamy.

Skręcamy w prawo w ulicę Wyszkowską, a następnie w lewo w Kroczewską i ponownie w lewo w Zdziarską. Po drodze mijamy wiele krzyży, większość z nich została wzniesiona współcześnie. Skręt w prawo w ulicę Olesin, którą docieramy do Kobiałki. Jedziemy w lewo do ulicy Płochocińskiej. Tutaj znajduje się ciekawa kapliczka zwieńczona kamiennym krzyżem z listopada 1918 wzniesiona przez małżonków Smoczyńskich w dowód wdzięczności za zakończenie wojny.

Papieże i sierpniowy dramat Płud

Jedziemy prosto Płochocińską, skręcamy w lewo w Cieślewskich i znowu w lewo w Szklarniową, która prowadzi do Czołowej. Znaną drogą wracamy do przejazdu kolejowego w Płudach. Na wysokości bramy wjazdowej do domu dziecka Sióstr Rodziny Maryi zjeżdżamy z ulicy Klasyków w lewą stronę do lasu. Wąską ścieżką docieramy do ulicy Fletniowej, skręcamy w prawo, a po 200 metrach ponownie w prawo w ulicę Karnicką, na końcu której tuz przy torach kolejowych znajduje się ciekawa figura Matki Boskiej Niepokalanej. Zbudowano ją w 1905 roku, szczególnie interesujący jest jej cokół. Oprócz oryginalnej modlitwy do Matki Pięknej Miłości, umieszczono tam medaliony z płaskorzeźbami czterech papieży z przełomy XIX i XX wieku. Jest wielce prawdopodobne, że figurkę wystawił Wacław Wędrowski, architekt kościoła w Płudach, który w tym miejscu osiedlił się.

Wracamy do ulicy Fletniowej i skręcamy w prawo. Mijamy Mehoffera i ulicą Parcelacyjną docieramy do Deseniowej a stamtąd skręcamy w Strzybnicą. Po lewej stronie niepozorna figurka Maryi, która jest jedynym świadkiem dramatycznych wydarzeń z sierpnia 1944 roku. W tym miejscu miał swoje gospodarstwo ks. Albin Kołakowski, który prowadził również działalność konspiracyjną. Odbierał wiadomości z Londynu i za pośrednictwem młodych ludzi przekazywał je partyzantom z lasów Choszczówki i Jabłonny. Ktoś doniósł na księdza na gestapo. Rankiem 30 VIII zjawili się hitlerowcy, aby aresztować duchownego. Ten jednak uciekł… W odwecie Niemcy aresztowali ponad 20 młodych mieszkańców Płud i Dabrówki i następnego dnia wywieźli w nieznanym kierunku. Do dziś dnia nie wiadomo, gdzie zostali rozstrzelani i gdzie znajdują się ich groby… Wśród aresztowanych były siostry księdza - Teresa i Maria Wilmanowicz, upamiętnione tablicą znajdującą się na ścianie kościoła w Płudach.

Tajemnicze krzyże w Dąbrówce

Wracamy do ulicy Parcelacyjnej, jedziemy wzdłuż ogrodzenia oczyszczalni ścieków Czajka. Ulicą Przylesie docieramy do Czeremchowej. Na skrzyżowaniu z Prząsniczek napotykamy ciekawy krzyż żelazny z 1900 roku, ustawiony przez całą osadę Dąbrówka Szlachecka z okazji roku jubileuszowego. Kolejny krzyż stoi kilkaset metrów dalej przy ulicy Czeremchowej. A jeśli skręcimy w prawo w ulicę Mehoffera napotkamy trzeci, tym razem drewniany, na skrzyżowaniu z ulicą Modlińską. Czemu aż trzy krzyże w tak niewielkiej osadzie. Okazuje się, że to również pamiątka po morowym powietrzu. Krzyże były kolejnymi stacjami pokutnych procesji, które miały odegnać cholerę.

Z ostatnim z krzyży wiąże się jeszcze jedna opowieść, przekazywana przez najstarszych mieszkańców osady. Miał on zostać postawiony w miejscu niezwykłego spotkania z diabłem, którego doświadczył jeden z gospodarzy, Maciek. Wracał on pewnego razu podpity z płudowskiej karczmy i nie mógł dotrzeć do domu. Droga przez las dłużyła się w nieskończoność. Naraz w oddali zobaczył zarys postaci. Chciał dobiec do człowieka, ale dystans się nie zmniejszał – postać cały czas się oddalała. Maciek biegł coraz szybciej i… w jednej chwili poczuł, że jest po pas w bagnie. Wykrzyknął wówczas słowa modlitwy. W tym samym momencie tajemnicza postać odwróciła się i Maciek zobaczył… diabła. W jednej chwili wszystko zniknęło – i diabłem, i bagno – a Maciek od tego czasu nigdy więcej do karczmy już nie chodził. W miejscu spotkania z czartem wystawił okazały krzyż.

Kończymy naszą wyprawę. Prawda, że nie było nudno?

Bartek Włodkowski

Dodane przez Barbara
12:12 22.12.2015
Rating I was never sold on the idea of the Roku box. Now that I own one, I love it and want more for other rooms in our house. For us, setup was extremely smlpie. Plug in, find wireless network, load up. Nothing more. If you have a netflix account, there is no reason why you shouldnt own a Roku box.
Dodane przez Layla
19:50 22.12.2015
Which came first, the problem or the sonuoitl? Luckily it doesn\'t matter.
Dodane przez Selva
01:38 23.12.2015
That hits the target dead cerent! Great answer! http://ifpwhrpu.com [url=http://pzculp.com]pzculp[/url] [link=http://howtgtwywsp.com]howtgtwywsp[/link]
Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .