W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



STREET ART DOPING

W październikowym numerze „Aveciarza” z ubr. poruszaliśmy problem graffiti. Narodził się wówczas pomysł przekazania artystom sztuki ulicznej konkretnych miejsc, w których mogliby zaprezentować swój talent. Wracamy do tego tematu, ponieważ za Wisłą grupie młodych ludzi udało się przekonać urzędników z Zarządu Dróg Miejskich do pokolorowania za pomocą graffiti szarej Warszawy. Rozmowa z Karoliną Pruchniewską, jedną z organizatorek Festiwalu Street Art Doping, odbywającego się tego lata w Warszawie, przekonała mnie, że chcieć to móc. My chcemy, żeby Białołęka nie pozostawała w tyle za centrum miasta, grafficiarze - sądząc po pokolorowanych murach - też chcą, a więc wywiad dedykuję tym, którzy mają wątpliwości lub problemu nie dostrzegają.

Skąd pomysł na festiwal Street Art Doping?

Wszystko zaczęło się od interwencji w Zarządzie Dróg Miejskich (ZDM). Zgłosiła się tam mama młodego artysty, który otrzymał mandat za malowanie graffiti. Prosiła, aby powstały w Warszawie miejsca, gdzie młodzi ludzie mogliby legalnie malować graffiti. ZDM postanowił przekazać na ten cel kilka swoich lokalizacji. Kiedy dowiedzieliśmy się o tym projekcie, przedstawiliśmy urzędnikom nasz pomysł na festiwal sztuki ulicznej. Nie chcieliśmy, aby malowanie graffiti odbywało się w zamkniętym środowisku. Chodziło nam, aby zrobić z tego duże, społeczne wydarzenie.

Jednak od pomysłu do realizacji droga jest długa, jak wybiliście się ze swoim pomysłem?

Plusem było to, że nasz projekt wpłynął jako pierwszy do ZDM. Bardzo duże znaczenie miało też to, że od samego początku mieliśmy poparcie ze strony władz miasta. Ten sojusznik okazał się pomocny również w „sprawach papierkowych”, kiedy trudno czasem zorientować się, do jakiej jednostki skierować pismo…

Czy zatem urzędnicy decydowali o tym, jak będą wyglądały murale?

W dwóch wypadkach Urząd Miasta chciał wcześniej zobaczyć projekt - przy realizacji muralu „Chopin” i muralu z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego. Projekty zostały zaakceptowane bez żadnych poprawek. Co do reszty projektów, miasto dało nam pełną swobodę. Myślę, że nam ufają.

Finał festiwalu odbył się w sierpniu. Wszystko się udało?

Otrzymaliśmy czterdzieści lokalizacji, wybraliśmy siedem. Następnie zaprosiliśmy do współpracy fundacje i stowarzyszenia związane z daną lokalizacją. Chcieliśmy, aby lokalne społeczności współdecydowały o tym, jak zostanie zaaranżowana bliska im przestrzeń. Wspólnie zapraszaliśmy artystów do realizacji poszczególnych projektów.

Pierwszą realizacją było malowanie podpór mostu Łazienkowskiego na Cyplu Czerniakowskim, gdzie fundacja „Ja Wisła” organizuje pokazy filmowe. Dogadaliśmy się więc, aby powstał mural w klimacie filmowym. Autor projektu Piotr Janowczyk za pomocą bardzo prostych kresek stworzył w tym miejscu arcydzieło. Sama pomagałam w malowaniu. Na początku wydawało mi się, że maluję po prostu czarno-białe plamy, kreski i smugi. Jednak gdy odeszłam kilka kroków dalej, okazało się, że z moich „bazgrołów” wyłania się postać. I tak powstało kilka charakterystycznych, męskich sylwetek kina.

Następny projekt to Szablon Dżem przy Rondzie Sedlaczka, kolejnym - wykonany przez grupę „3fala” mural „Wolny Tybet” . Elo Melo, Sepe, Chazme wykonali projekt „Chopin”. Szósty mural został namalowany został z okazji 65. rocznicy Powstania Warszawskiego na ścianach Mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Na finał malowaliśmy z Warszawianami mur przeciwpowodziowy na wysokości Starówki.

Jak wygląda malowanie muralu?

To przede wszystkim doskonała zabawa, ale też ciężka praca. Artyści posługują się różnymi technikami. Najczęściej szablon jest przygotowywany wcześniej i na miejscu się go tylko sprejuje. Często na jeden element składają się na przykład trzy szablony. Większe powierzchnie malowane są najczęściej farbą i wałkami, detale – pędzelkami lub sprejami. Zaprzyjaźnieni z nami artyści w dużej mierze dbają o kolorystykę i dokładność przy malowaniu szczegółów, na przykład mistrzami szablonowego detalu jest grupa z Częstochowy „Monstfur” (autorzy murala powstańczego, oraz jednej z podpór podczas „Szablon Dżemu”), czy autorzy niezwykłej interpretacji Chopina - Sepe, Chazme, Elo Melo.

Jak dotarliście do artystów? Czy grafficiarze sami mogą zgłaszać się do Was z pomysłami?

Oczywiście można się do nas zgłaszać. Festiwal się już kończy, ale mamy niezłą siatkę znajomości. W trakcie akcji zdarzało się, że to my „dostarczaliśmy” artystów. Proponowaliśmy komuś malowanie, a on zapraszał do współpracy swoich kolegów. Tamci zapraszali kolejnych i tak liczba naszych artystów ciągle rosła. Ważne, że po danej realizacji artyści nie zrywają z nami znajomości. Często pomagają przy kolejnych projektach. Ostatnio oglądając zdjęcia z któregoś dnia akcji, wśród widowni zauważyłam grupę, która malowała wcześniejszy mural. To fajnie, że nawiązała się miedzy nami nić porozumienia.

Z jakich środowisk wywodzą się artyści? Czy zawsze są to osoby z wykształceniem plastycznym?

Bardzo różnie. Mamy jedna osobę, która wykłada w szkole fotografii. Mamy osoby po Akademii Sztuk Pięknych, ale są również osoby bez wykształcenia plastycznego. Przy okazji „Szablonu Dżem” zgłosiło się bardzo wielu grafficiarzy - hobbystów. Chcieli pomóc przy projekcie, dostali od nas farby, nożyki i zabrali się do pracy. Tak więc nie trzeba skończyć specjalistycznych szkół, ważne aby mieć pasję.

Nie obawiacie się, że murale zostaną zamalowane przez wandali?

Oczywiście, że się tego obawiamy. Stawiamy jednak na respekt w środowisku. Mamy nadzieję, że grafficiarz przechodzący obok naszego muralu czuje szacunek wobec tego dzieła; liczymy, że rozpoznaje kreskę, podpis artysty. Wiadomo, że może zdarzyć się wandal, który nie ma szacunku dla nikogo i niczego, wciąż jednak mamy nadzieję… Jak do tej pory nie zawiedliśmy się.

W jednym z numerów naszego miesięcznika zaproponowaliśmy postawienie murów, na których grafficiarze mogliby legalnie malować. Chcieliśmy, aby okolice takiego muru stały się też miejscem spotkań młodych ludzi. Co o tym sądzisz?

To bardzo fajny pomysł. Oczywiście musielibyście zająć się organizacją, może młodzi artyści zgłaszaliby się z projektami, wybralibyście jeden i zorganizowali wielkie malowanie? Chodzi o to, żeby taka ściana nie stała się jedną bazgraniną i żeby dobrze się przy tym bawić. Można przy okazji takiej akcji zaprosić mieszkańców, włączyć muzykę i zorganizować świetną zabawę. Co jakiś czas można zmieniać aranżację takiej przestrzeni.

Starsi ludzie nie zawsze są przychylni sztuce ulicznej. Jak można ich przekonać do graffiti?

Wiemy coś o tym. Podczas malowania, często zdarzało się, że ktoś podchodził do nas krzyczał, że jesteśmy wandalami, a nawet wzywał policję. Moim zdaniem kluczem do zmiany myślenia jest oswajanie ludzi z myślą, że graffiti jest sztuką. Street art jest popularny w bardzo wielu krajach. Jeśli mural przekazuje treść, jest kolorowy to staje się ozdobą danego miejsca. Po wykonaniu projektu „Wolny Tybet” mieszkańcy przekazują nam gratulacje i bardzo cieszą się, że w końcu to miejsce odżyło, że nie jest już tak szaro. Przyczyniamy się do oswajania przestrzeni. Teraz widać naszą działalność w niewielu miejscach, na prawdziwy efekt trzeba będzie poczekać.

To znaczy, że festiwal będzie miał kontynuację?

Od samego początku myśleliśmy o nim, jak o imprezie cyklicznej. Z resztą pani Grażyna Lendzion - szefowa ZDM - oglądając mural „Kino Most” powiedziała, że trzeba namalować teraz kobiety kina. Wskazała nawet miejsce o wiele większe niż to, na którym widnieją mężczyźni. A tak serio, już słyszymy głosy dużego poparcia ze strony mieszkańców Warszawy. To daje nam „powera” do kolejnych działań. Ja uważam, że stolica bazuje na takich małych niekomercyjnych akcjach. Gdyby nie nasze pomysły, to nie byłoby dużych festiwali!

Rozmawiała
Magda Chorąży

Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .