W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



Ile wypić?

Młodzież pije. To fakt. Co więcej większość członków redakcji „Aveciarza” w wieku późnolicealnym i studenckim również miewa kontakty z alkoholem. Nie chcemy moralizować, przestrzegać ani straszyć. Chcemy natomiast postawić pytanie o rozsądek, umiar, a przede wszystkim wiek alkoholowej inicjacji.

Co innego wypić dwa drinki, co innego „tankować” bez opamiętania. Inaczej rzecz ma się, jeśli piętnastolatek nie może wytrzymać bez jednego piwa dziennie, inaczej, gdy maturzysta pójdzie raz na jakiś czas do pubu. Odnosimy wrażenie, że nastała nowa moda na „ilość”. Udana zabawa uzależniona jest od liczby zgrzewek piwa i butelek wódki.

Z pogardą mówimy o Anglikach, którzy przyjeżdżają do Krakowa na weekendowe libacje – piją na umór, biegają nago po Starym Rynku, szukają okazji do łatwego sexu. Tymczasem imprezy gimnazjalistów nie wyglądają inaczej.

Nasz tekst z majowego numeru „Ustawka w Choszczówce” wzbudził spore emocje. Zarzucano nam psucie dobrego imienia szkoły i przeinaczenie faktów. Istotnie, policja w rozmowie z naszą dziennikarką połączyła dwa wydarzenia w jedno. Nie zmienia to faktu, że grupa gimnazjalistów piła na umów w środku dnia, że interweniowało pogotowie, policja i straż miejska, że dziewczyna straciła przytomność... Szkoda, że nie wykorzystano tej sytuacji przede wszystkim dla uświadamiania młodych ludzi, że alkohol niszczy szare komórki; że osoby, które systematycznie piją mają znacznie mniejsze szanse na egzaminach itd.

W czasie wakacji odbyliśmy dziesiątki rozmów z nastolatkami. W najbliższych numerach chcemy pokazać autentyczne obrazki z imprez nastolatków opisane przez nich samych. Po co? Choć niektórzy oczywiście mogą potraktować cykl jako swoisty przewodnik uatrakcyjnienia picia”, pytanie pozostawiamy bez odpowiedzi. I czekamy na Wasze maile.

Człowiek jest jak samochód – bez hamulców daleko nie zajedzie. Sylwester– moich dwóch kolegów świętowało Nowy Rok na tyle hucznie, że jednego z nich trzeba było wystawić na taras, bo – jak to określiła moja przyjaciółka – „łatwiej sprzątać z kafelków niż z dywanu”.

Ta sama impreza – kompletnie „zalana” koleżanka wpakowała się do łóżka chłopakowi, który „zaliczył zgona”. Na trzeźwo bardzo się lubili, ale w życiu nie znaleźliby się w takiej sytuacji. Kiedy życzliwe osoby odkryły kołdrę zobaczyły taką plątaninę nóg, że zupełnie nie wiedziały jak wyjąć koleżankę z łóżka. Miały szczęście, oboje byli kompletnie ubrani.

Zielona szkoła. Rano jeden z kolegów kupił dziewczynom róże. Oczywiście nie wszystkim, tylko wybranym. Później dowiedziałam się, że pomiędzy nim a trzema (!) moimi koleżankami z klasy w ciągu jednej imprezy doszło do pocałunków, a mogło skończyć się jeszcze poważniej, wszak wódka z Red Bullem daje niezłego kopa!

Chodziłam do naprawdę niezłej szkoły, a jednym z najchętniej przez nas omawianych tematów była godność człowieka. Czy to nie absurdalne?

mała kobietka

Egzamin gimnazjalny. Zakończenie roku. Wolność. Trzeba to oblać! Wydawać by się mogło, że uczniowie jednego z najlepszych prywatnych gimnazjów w Warszawie to ludzie kulturalni, ułożeni, kierujący się zasadami i znający granice pewnych zachowań. Wychowani w „dobrych domach”, codziennie dowożeni do szkoły na 8 i odbierani ze szkoły o 18 jak odrobią wszystkie lekcje. Szkoła prywatna miała uchronić ich przed złem tego świata i wpoić zasady dobrego zachowania. Jednak, czar ten prysł wraz z końcem roku szkolnego. Czerwcowa impreza u mojego znajomego z równoległej klasy zmieniła moje wyobrażenie o tych kulturalnych ludziach, z którymi chodziłam do teatru i rozmawiałam o literaturze. Akcja miała miejsce w ogromnym domu pełnym marmurów, szklanych waz, perskich dywanów i skórzanych foteli. Alkohol lał się strumieniami, i zapewniam, że nie było to eleganckie czerwone wino na poprawienie trawienia. Jednak, proszę sobie nie wyobrażać, że siedzieliśmy wokół mahoniowego stołu pod kryształowym żyrandolem z kieliszkami w dłoniach. Wymyślane były rozmaite konkurencje i zawody aby urozmaicić to huczne świętowanie. Jeden znajomy leżał na plecach na miękkim dywanie, a drugi z wysokości około 1metra starał się wlać do jego gardła trochę wódki. Jednak więcej trunku wchłonął perski dywan, a nie mój kolega. Picie z kieliszków czy z butelki było mało kreatywne, więc wódkę przelano do szklanych waz i pito z nich słomkami. Popularne były również zawody „kto pierwszy ten słabszy” a więc wypijanie na czas określonej ilości kieliszków wódki, a kto pierwszy nie wytrzymywał...ten słabszy. Po opróżnieniu znacznej ilości wódki następuje moment najmniej lubiany na wszelkich imprezach. Pomimo 5ciu łazienek w całym domu, nikt z potrzebujących nie mógł do nich dotrzeć na czas. Pod koniec imprezy wymiociny pokrywały większość cennych przedmiotów i mebli, tak więc gospodarz był zmuszony wyprowadzić gości na dwór. I tam miała miejsce sytuacja, która jest wspominana do dziś (a minęły już 3 lata od tego zdarzenia) na wszystkich wspólnych imprezach. Dla dwóch moich kolegów inspiracją do działania stała się rynna. Jeden wdrapał się na dach, położył się na nim i przystawił usta do rynny. Drugi zaproponował zabawę w „głuchy telefon” i przyłożył ucho do zakończenia rynny tuż nad chodnikiem. Chłopcy w ten sposób „rozmawiali” sobie, aż nagle, kolega z góry odczuł skutki intensywnego picia i zwymiotował prosto do rynny...W ten o to sposób pożegnałam moje elitarne gimnazjum, a moi znajomi, laureaci olimpiad przedmiotowych, dzięki świetnym wynikom z egzaminu dostali się do elitarnych liceów.

Inez

Podczas ostatnie zielonej szkoły byłam świadkiem, jak ludzie których znałam od lat, zmieniają się nie do poznania pod wpływem alkoholu. Duża grupa spotykała się w środku nocy w jednym z pokojów, wszyscy siadali w kółku i podawali sobie z rąk do rąk butelkę wódki; kilka osób, które odmówiło, siedziało w kącie.

Wypijali dwie, trzy butelki. Sympatyczni, normalni ludzie, zamieniali się nagle w nieokrzesane małpy, śmiejące się na całe gardło z żałosnych dowcipów i docinków kolegów. Ktoś wybiegł na korytarz i spadł ze schodów, kilka osób wymiotowało… Ale zawsze do rana potrafili siebie i "miejsce zbrodni" ogarnąć tak, że nauczyciele niczego się nie domyślali. A może po prostu nie chcieli wiedzieć?

Magy

Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .