W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



Londyńczycy na Tarchominie

W sierpniu na jeden dzień zabytkowy kościół św. Jakuba przy ulicy Mehoffera zamienił się w londyńską parafię św. Andrzeja. Przed wejściem zawisły nawet specjalne tablice z historią świątyni w języku angielskim i „Mass services”. Realizowano tutaj zdjęcia do jednego z ostatnich odcinków drugiej serii serialu „Londyńczycy”, który 10 września wszedł na antenę TVP 1. To, co wydarzyło się w tarchomińskim kościele zobaczymy na ekranach w grudniu. Na razie zdradzimy jedynie, że miał się tutaj odbyć podwójny ślub… Tymczasem prezentujemy wypowiedzi aktorów, które specjalnie dla Czytelników „Aveciarza” zdobyła Magda Chorąży.

Grażyna Barszczewska (serialowa Nina) – jedna z najbardziej znanych polskich aktorek, brytyjska prasa pisze o niej, że jest polskim odpowiednikiem Helen Mirren, ma w dorobku ponad 150 wiodących ról w teatrze, filmie i telewizji, pracowała z wybitnymi reżyserami w kraju i za granicą

- Zdecydowałam się wziąć udział w tym przedsięwzięciu ze względu na interesującą rolę, bardzo dobry scenariusz i istotną tematykę społeczną, której dotyka serial. To nie jest zwykły „tasiemiec”, mam poczucie, że dotykamy ważnych spraw.

Moja bohaterka tkwi w Londynie od wielu lat, jest przedstawicielką tak zwanej starej emigracji i można powiedzieć, że łączy ją z młodymi Polakami. Ma wiedzę i doświadczenie. Wie, że w życiu nie jest tak, iż gdzieś poza nami istnieje cudowne miejsce, gdzie życie płynie wspaniale i bezproblemowo. I w Warszawie, i w Londynie trzeba pokonywać schody…

Film oddaje realia. Będąc w Londynie wielokrotnie spotykałam Polaków, który zaczynali na budowie, a po kilku latach otwierali własne firmy. Jeździłam z taksówkarzem, który też zaczynał od prostych prac fizycznych, a później kupił samochód i zmienił się standard jego życia. Oczywiście wiele zależy od odpowiedniego przygotowania. Ci, którym się udało, to najczęściej ludzie „z zapleczem”, znający język, mający wykształcenie w odpowiednim kierunku, kwalifikacje. Tacy nie jadą w ciemno. Rozeznali rynek, mają umówione kontrakty. Ze znacznie większymi trudnościami muszą borykać się ci, którzy liczą wyłącznie na łut szczęścia. Ale i takim osobom również się udaje. Myślę, że tajemnica sukcesu tkwi w tym, czy danej osobie chce się chcieć. Jeśli tak – znajdzie swoje miejsce w każdym mieście.

Zupełnie odmienną sprawą jest natomiast problem wpisania się w kulturę i zwyczaje. Często to właśnie jest bariera nie do pokonania, nawet dla tych teoretycznie „przygotowanych”. A różnice dotyczą rzeczy elementarnych. W Anglii, ale również w USA czy we Francji – znam środowiska polonijne od wielu lat - mamy inne pojmowanie rodziny, relacji międzyludzkich, wychowania dzieci… Trudno sobie wyobrazić, aby londyńska babcia porzuciła swoje ambicje i komfort i zajęła się wychowaniem wnuków, żeby ułatwić życie rodzicom. Większość młodych ludzi, których spotykałam w Londynie mówiła, że przyjechali tutaj tylko na pewien czas, mają określony program, który chcą zrealizować, ale emocjonalnie czują się wyobcowani i muszą wrócić do kraju.

Dotykamy tutaj też sprawy patriotyzmu. Stara emigracja reprezentuje patriotyzm przedwojenny z całym bagażem okupacji, walki o wolność, tradycji powstańczych. Ja to doskonale rozumiem. Chociaż urodziłam się po wojnie i nikt z moich bliskich nie zginął w powstaniu warszawskim, to wyrastałam w takiej właśnie atmosferze emocjonalnej. Patriotyzm młodej emigracji obawia się zupełnie inaczej, ale – to chcę mocno podkreślić – jest bardzo silny. Mówiąc kolokwialnie – jeśli Polak w pubie daje w mordę Anglikowi za to, że tamten brzydko żartuje na temat Polski – to jest to w pewnym sensie patriotyzm. Najważniejsze jest bowiem to, czym człowiek wypełnia swoje wnętrze. To tak jak w pięknym wierszu Tuwima z „Kwiatów polskich” o szufladzie, w której są różne niby niepotrzebne rzeczy – jakiś bilet, pióro z napisem Zakopane, coś złamanego… To cały nasz życiorys, to nasze emocje, sentyment. Szczególnie to czuję właśnie w tym zabytkowym kościółku świętego Jakuba. Uwielbiam takie nie wyolbrzymione sakralne przestrzenie, czuję wtedy bliskość z Bogiem. Warto dbać o tę budowlę!

Aleksandra Konieczna - aktorka teatrów warszawskich: Współczesnego, Dramatycznego i Rozmaitości

Przy okazji dzisiejszych dwóch ślubów mają miejsce spontaniczne oświadczyny. W kościele tata panny młodej prosi mnie o rękę. Oczywiście oświadczyny przyjęłam, chociaż miałam wybór. Jeden mężczyzna – właściciel baru - z większą kasą, drugi biedny, ale z wielkim sercem. Ten pierwszy nawet nie wysilił się na oświadczyny. Patrząc wymownie na bar, powiedział tylko „Możemy razem wiele osiągnąć”. A ten drugi po prostu – „Kocham cię”. I to zadecydowało, bo w życiu trzeba iść za sercem. Tak więc w drugiej części „Londyńczyków” pojawi się dużo miłości ludzi doświadczonych, nie 20-latków, ale outsiderów, połamańców, alkoholików…

Kościół św. Jakuba to piękne miejsce. Kiedy tutaj weszłam dzisiaj rano pomyślałam, że został specjalnie zbudowany na potrzeby filmu. Tymczasem ma kilkaset lat! Robi wrażenie…

Natalia Rybicka (serialowa Asia) - przez wiele lat trenowała taniec nowoczesny, występowała m.in. w teatrze Roma. Jako 16-latka zagrała Iwonkę w filmie Ryszarda Brylskiego „Żurek”, za tę rolę otrzymała Srebrną Statuetkę Leliwity oraz nominację do Orła, Polskiej Nagrody Filmowej.

Dzisiejszy dzień na planie ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. To w pewnym sensie powrót do lat dziecinnych i ulubionego trzepaka. Kiedyś bowiem mieszkałam na Tarchominie i w szkole nr 314 przy ulicy Porajów skończyłam trzy pierwsze klasy podstawówki. Z kolei w kościele przy Myśliborskiej miałam pierwszą komunię. Od chwili mojej przeprowadzki Białołęka bardzo się zmieniła, wprost nie do poznania… Super – bardzo fajny dzień!

W drugiej serii „Londyńczyków” w życiu mojej bohaterki zaczyna się wszystko układać. Wprowadza się ze swoim chłopakiem do nowego mieszkania, spełnia się zawodowo – kończy szkołę wizażu, pracuje przy teledyskach, robi sesje zdjęciowe. Co prawda Andrzej jest coraz bardziej zazdrosny o innych mężczyzn, ale wszystko zakończy się happy end’em.

Dodane przez Bassna
13:58 02.10.2015
sweterek w kości <3 I już nie wspomne o tym zf3łto-musztardowym wnizadku, bo szaleje za tym kolorem! Dodajemy do obserwowanych? Na moim blogu zdjęcia z moich sesji zdjęciowych, od jakiegoś czasu robię też biżuterię. ;) Pozdrawiam, raroika.
Dodane przez Kumari
23:04 08.10.2015
Ja uwielbiam dwa zdjęcia! Pierwsze to zidwyeocande to w czarnej sukience bez plecf3w. Z tej samej sesji masz jeszcze jedno zdjęcie. Widać Cię tylko do ramion, masz czerwoną szminkę. Widać tam jaka jest piękna:)
Dodane przez Arturo
18:11 09.10.2015
It\'s been a great year following you! I\'ve never cntmeomed before, but I really do love your style. I think you\'re the best fashion blogger out there, no doubt. http://iodaaible.com [url=http://pnroxvte.com]pnroxvte[/url] [link=http://bzncrvwtke.com]bzncrvwtke[/link]
Dodane przez Tory
00:46 10.10.2015
Which came first, the problem or the solnuiot? Luckily it doesn\'t matter.
Dodane przez Sarri
01:00 12.10.2015
czy tobie ktos powiedzial że masz ladne/proste/zgrabne nogi..?uwierz mi.bardzo kłamał.one poabdoja sie glownie kobietom i gejom.sori,ale tak krzywych kolan nie widzialam nigdy,moglabys ubierac sie estetycznie. http://ckmlxnals.com [url=http://selleb.com]selleb[/url] [link=http://kzfjircq.com]kzfjircq[/link]
Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .