W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



Po prostu - POMÓŻMY IM!!!

Anna Zarzycka - mama Marysi i Magdy, mieszka na Marcelinie, wolontariuszka Fundacji AVE

Czytając podobne teksty i apele, często myślimy: „darmozjady, niech się wezmą do roboty!” Zdecydowaliśmy się na publikację, ponieważ towarzyszymy bohaterom reportażu od 3 lat. I widzimy, że darmozjadami nie są. Z ogromną determinacją i godnością borykają się z przeciwnościami losu i złem świata. Nie marnują otrzymanej pomocy. Wiele trudu włożyli w ocalenie własnej rodziny! Zaczęli wychodzić na prostą. Mają już pracę, dbają o dzieci, są rzetelni. Los jest jednak nieubłagany. W tym roku Katarzyna zachorowała na raka, przeszła dwie operacje. Teraz trzeba im pomóc w urządzeniu się i przetrwaniu zimy! Wierzymy, że warto dać im szansę. Dlatego w minionym roku Fundacja AVE wspomogła finansowo rodzinę Katarzyny. Teraz potrzeba jeszcze większego wsparcia. Przyda się dosłownie wszystko; pomóc może każdy – np. kupując jeden zeszyt czy komplet kredek więcej... Liczymy na ludzi o wielkim sercu.

Jest połowa października. Niedzielne, leniwe, dżdżyste popołudnie. Barwy przyblakły, zmokły i zmarzły. W taki dzień zapomina się o lecie i zaczyna liczyć dni dzielące nas od zimy. Nastrój poprawia placek ze śliwkami i gorąca, aromatyczna herbata. Dom wypełnia miła, nastrojowa muzyka i beztroski śmiech dzieci, bawiących się w ciepłym pokoju. Kto nie musi, niech nie opuszcza przytulnego miejsca, bo o katar nie trudno.

Tymczasem dwóch małych chłopców wydeptuje ścieżkę przez mokrą trawę; czegoś szukają, zaglądają pomiędzy worki, deski, paczki. Widać, że to miejsce nie jest im obce, choć odkrywają je na nowo. Tutaj czują się bezpiecznie. Na policzkach dzieci rumieńce; trudno powiedzieć czy z zimna, czy raczej z przejęcia. Nie są tu sami – nieopodal kręcą się jacyś ludzie. Wyglądają na bardzo zajętych i równie przejętych. O czymś zawzięcie dyskutują, coś mierzą, dźwigają, to wymachują ramionami, to znów spuszczają ze smutkiem głowę. Dwie osoby odchodzą na bok, patrzą sobie w oczy. Jedna z nich wygląda na zniechęconą, za to z drugiej tryska entuzjazm. A może tylko determinacja lub upór? Fakt, że swą siłą zaraża tę pierwsza osobę. W jednym momencie razem sięgają po jakiś pakunek. Niosą go w kierunku niewielkiego budynku, który wygląda na dom lub tylko domek. Jest jakby nierówny, przekrzywiony, niedomalowany albo raczej pozbijany z różnych materiałów. Ale to jednak musi być dom! Można się domyślać, że wewnątrz nie wygląda najlepiej. Pewnie jest tam zimno, bo drzwi są szeroko otwarte, a z komina nie wydobywa się nawet ślad po dymie. I chyba jest tam ciemno, bo przez małe szybki nie przesącza się do środka za dużo światła, a nie widać błysku żarówki. Może jeszcze za wcześnie na jej włączenie, a może jej tam wcale nie ma…

Katarzyna i Paweł wchodzą na strych. Ich oczom ukazuje się przerażający widok – zbutwiałe deski ze śladami po pożarze. Wspomnienia napływają nieproszone; od tamtej pory minęło już… Ale nie pora i miejsce, by liczyć minione lata. Było, minęło. Pora działać. Nie ma czasu i środków na gruntowne naprawy. Trzeba tylko sprawdzić, czy dach nie przecieka, czy wytrzyma deszcz i śnieg. A wiosną się zobaczy.

Jeszcze skrupulatny przegląd każdej ze ścian domu. Grzyb pokrył część zajmowaną przez matkę Katarzyny. To przez nieszczelne okna. Należy je wymienić w pierwszej kolejności. Ściany osuszyć, zabezpieczyć, ocieplić… Katarzyna zapisuje wszystko na kartce. Gdy podliczą czekające ich niezbędne wydatki, na pewno okaże się, że trzeba z czegoś zrezygnować. Ale pozostawienie wszystkiego w takim stanie grozi rozprzestrzenieniem się grzyba i może się okazać, że prace podjęte dziś po ich stronie domu, pójdą na marne. Katarzyna stawia wykrzyknik przy słowie okna. Gdy się porządnie napali w piecu, to przy dobrych oknach ciepło nie będzie uciekało, ściany trochę przeschną i wilgoć zniknie. Da się wytrzymać.

Pytanie o piec. – Dobra „koza” – myśli Katarzyna – ogrzewała nas na Cieślewskich, teraz zamieszka tutaj – stary piec został właśnie wyniesiony i jego miejsce zajmuje ten mały. – Mały, ale jak dobrze ogrzewa, a tamten tylko dymił – Katarzyna patrzy z niesmakiem na czarną, rozmazaną na ścianie plamę. To od sadzy, które się wysypały, przy wymianie rury. – Trudno – wzrusza ramionami. – Na razie musi tak być. Póki co, nie mamy farby, żeby pomalować kuchnię – wzdycha i zapisuje na kartce: farba. Po czym stawia znak zapytania – potrzebna, ale w drugiej kolejności. Lepiej pomyśleć o tym, co wrzucać do pieca. Katarzyna wchodzi do ich dawnego pokoju, rozgląda się. Ocenia zrobioną wylewkę. – Dobrze – mruczy pod nosem. – Na to pójdą panele, potem ładny dywan od tej pani i dzieci będą mogły bezpiecznie siedzieć na podłodze.

Paweł właśnie wniósł ostatnią paczkę paneli, kupioną dzięki wsparciu dobrych ludzi. Muszą tu leżeć i czekać – najpierw prąd. – Prąd już w tym tygodniu – uśmiecha się Katarzyna, jakby odpowiadając na pytanie męża. – Potem kończymy podłogę i można wstawiać meble. – A skąd weźmiesz te meble? – Paweł nie ma tyle entuzjazmu. Udało mu się znaleźć pracę, ale zarobki nie wystarczą na kupno wszystkiego. – Zżarła je wilgoć, reszta się rozsypała od ciągłego rozkładania i przenoszenia w różne miejsca. Katarzyna wie to doskonale. Łóżka, stół, krzesła no i jakiś regał czy inna meblościanka, żeby było gdzie pochować rzeczy. Zapisała to na kartce i otoczyła pętlą. Trzeba będzie poprosić, może ktoś chce się pozbyć takich rzeczy. – W dobrym stanie jest tylko biurko dla Kubusia – analizuje – postawi się je pod oknem i będzie miał swój kąt. Chłopcy spali na piętrowym łóżku ale rzeczywiście od rozkręcania i skręcania całe się chwieje i aż strach pomyśleć, czym może grozić jego dalsze używanie. – Pójdzie na spalenie a dzieciom kupiłabym takie rozkładane foteliki. Przecież musimy się pomieścić w jednym pokoju. – Katarzyna powiększa listę o łóżka, stół, krzesła, regał. Martwi się ale jest dobrej myśli. – Damy radę. Z czasem. Drukowanymi literami zapisuje: hydrofor, terma, nieduża wanna. Niezbędne, żeby uruchomić łazienkę.

– Całe szczęście, że dziadek nie zniszczył sedesu. – Kupili nowy, zainstalowali i poprowadzili instalację wodną, ale nie zdążyli wykończyć łazienki. Dziadek zaczął bowiem robić „porządek” według swojej życiowej filozofii: zdecydował się ich po prostu wyrzucić jak śmieci. Ale nawet te wyrzucone beztrosko na ulicę nie pozostaną tam długo – ktoś się nimi wreszcie zajmie. Z ludźmi nie jest tak łatwo. Wyrzucić człowieka, to skazać go na poniewierkę aż w końcu na… I nie tak łatwo znaleźć kogoś, kto się nim zajmie.

Katarzyna z Pawłem wiedzą to doskonale. Oni i ich dzieci od trzech lat nie mają swego miejsca. Jak dotąd prawdziwie skutecznej pomocy udzielali im wolontariusze i zwykli ludzie. Hojność ludzka nie zna granic i tylko dzięki niej jakoś udało się przetrwać ten trudny czas. Teraz konieczność przywiodła ich na dawne miejsce. Potrzebne jest wiele czasu, wysiłku, pomocy rzeczowej i materialnej nim to miejsce stanie się przytulnym domem, rozbrzmiewającym beztroskim śmiechem dzieci.

***

O rodzinie (nazwisko znane redakcji) borykającej się z widmem bezdomności, pisałam kilkakrotnie (m.in. w „Echu Białołęckim” we wrześniu i grudniu 2007 r.). Dzięki pomocy wolontariuszy oraz uporowi i determinacji samych zainteresowanych, dwukrotnie udawało się znaleźć dla nich dach nad głową. Za każdym razem było to tylko tymczasowe rozwiązanie. Po blisko trzech latach tułaczki młodzi ludzie z dwójką kilkuletnich dzieci znaleźli się w punkcie wyjścia – bez mieszkania i nadziei na normalność.

Z „kozą” w baraku

Za pierwszym razem z pomocą przyszła właścicielka gospodarstwa przy ulicy Cieślewskich, która zgodziła się wynająć część zabudowania gospodarczego, zwykle służącego za schronienie pracownikom sezonowym. Teraz miała tu zamieszkać czteroosobowa rodzina: Paweł, Katarzyna, Kuba i Piotruś.

Radość z objęcia w posiadanie dwóch pokoików, łazienki i aneksu kuchennego była tak wielka, że przesłaniała wszelkie niedogodności, jak to, że budynek nie był ocieplony albo że ściany przeżarła wilgoć. Napłynęła pomoc wolontariuszy, dzięki której pomieszczenie gospodarskie zamieniono w część mieszkalną. Widmo zimy udało się odpędzić wstawioną do wnętrza „kozą”, a liczne problemy dnia codziennego staraniami Katarzyny o przyznanie zasiłku, zakup węgla, a przede wszystkim utrzymanie ogniska domowego. Stan ten trwał pół roku, aż z okazji Gwiazdki właścicielka gospodarstwa, przyjąwszy kolejną sumę za wynajem, podziękowała za współpracę i zażądała natychmiastowego opuszczenia podwórka.

W bloku za kasę

Za drugim razem udało się wynająć mieszkanie w bloku przy ulicy Ciupagi. I znów życie wróciło na swoje tory. Tym razem za „blokowe” warunki trzeba było uiszczać wysoki czynsz. Do tego dochodziły opłaty licznikowe oraz inne wydatki, co powodowało, że z dnia na dzień sytuacja materialna rodziny pogarszała się.

Paweł wciąż poszukiwał pracy. Chwytał się każdego możliwego zajęcia, aby zdobyć środki na utrzymanie rodziny. Katarzyna opiekowała się dziećmi, starała się wiązać koniec z końcem i szukać pomocy, gdzie tylko się da. To w tej sytuacji wolontariusze okazali się niezawodni. Pomoc napływała z różnych stron – ubrania, jedzenie, zabawki dla dzieci, czasem też pieniądze. W pomoc włączyli się nawet nowożeńcy, którzy z okazji ślubu zasugerowali gościom weselnym, aby zamiast kwiatów przynieśli artykuły szkolne i zabawki, z których później znaczną część podarowali Kubusiowi i Piotrusiowi. Przez ostatnie miesiące pomoc materialną ofiarowała Fundacja AVE oraz Stowarzyszenie „Nasza Choszczówka”. Jednak sytuacja uległa zmianie, gdy młodym ludziom wypowiedziano dalszy wynajem. Widmo bezdomności powróciło.

Rak

Od momentu utraty dachu nad głową (wymeldowani przez dziadka Katarzyny z zajmowanej przez siebie części domu, którego pan S. jest właścicielem) młodzi ludzie podejmowali szereg działań mających na celu zdobycie mieszkania. Bronili się przed najgorszym z możliwych rozwiązań, to znaczy ośrodkiem dla bezdomnych. – To nie jest miejsce dobre do życia. Zwłaszcza, gdy ma się dzieci – twierdzi Katarzyna. – Słyszałam też radę, żeby iść do domu samotnej matki – opowiada dalej – ale ja chcę utrzymać rodzinę w komplecie. Chłopcy potrzebują ojca!

I zaczęła starać się o przydział mieszkania komunalnego, składając liczne podania, zaświadczenia, wnioski, wyjaśnienia, potwierdzenia. Wszędzie słyszała: „Proszę czekać”. Ale Katarzyna nie mogła czekać. Walczyła. O dzieci, o męża, o pracę, o dach nad głową, o życie. Swoje życie. Niedawno bowiem wykryto u niej nowotwór. Czas zaczął więc płynąć szybko. Zbyt szybko jak dla takiej młodej dziewczyny. Ale jej upór pozostał nadal wielki.

Zdecydowała się więc na wizytę u samego burmistrza Białołęki, szukając zrozumienia dla sytuacji, w jakiej znalazła się jej rodzina i prosząc o konkretną pomoc. Katarzynę przyjął zastępca burmistrza p. Andrzej Opolski. Poinformował, że dzielnica nie dysponuje wolnymi lokalami mieszkalnymi, że budowa bloku komunalnego dopiero się rozpoczęła i że trzeba cierpliwie czekać. Udzielił też wskazówki, że trzeba samemu szukać: – A w TBS-ie pani pytała? Nie? Niedobrze, niech pani tam spróbuje – radził. Katarzyna dowiedziała się też o przypadkach, gdy ludziom „się udało, bo cierpliwie przychodzili w swojej sprawie”, ale usłyszała również niemiłe uwagi o rodzinach pijaków i „darmozjadach, którzy tylko czekają na łatwiznę, zamiast brać los w swoje ręce”.

Przez kolejne miesiące Katarzyna nie ustawała – brała los rodziny w swoje ręce. Rozszyfrowała tajemniczy skrót TBS* i poznała prawdę o możliwościach uzyskania mieszkania z tej puli; szukała poparcia w OPS-ie, składała podania, nadzieja rosła wraz z wykańczaniem budowy bloku komunalnego przy ulicy Porajów. Potem ogłoszono listę osób zakwalifikowanych do udzielenia pomocy mieszkaniowej. Niestety, nie zmieścili się w pierwszej setce.

– Już nie wiem, co robić – skarży się Katarzyna. – Żeby tak chociaż jakieś mieszkanie do wyremontowania, dalibyśmy sobie radę, tylko żeby gdzieś normalnie mieszkać – szukała, ale bez skutku.

Tylko dla „naprawdę potrzebujących”

Do akcji dołączyli radni – Bartek Włodkowski, Krzysztof Pelc, Marek Fronczak. Ten ostatni zrobił co w jego mocy, by rodzina Katarzyny znalazła się na jednym z początkowych miejsc na liście oczekujących na mieszkanie. Odbyły się też rozmowy z burmistrzem, który nie mówiąc ani „tak” ani „nie”, dawał nadzieję. Potem odsuwał ją w nieokreśloną przyszłość, tłumacząc, że budowa kolejnego bloku komunalnego jest dopiero w planach. Jeden został już co prawda wystawiony i zasiedlony. Wiadomo, że są w nim jeszcze wolne mieszkania, ale zachowane, jak tłumaczy burmistrz, „na okoliczność nagłych wypadków i rodzin naprawdę potrzebujących”. No i jest jeszcze jeden powód – przepisy: bezwzględne rygory metrażowe. Jak tłumaczy burmistrz „to duża rodzina i należą się jej specjalne i godne warunki, a my nie dysponujemy odpowiednim do jej wymagań lokalem…”.

Tymczasem ta „duża” rodzina marzy tylko o niewielkim ale własnym kącie i nie jest pod tym względem zbyt wymagająca – wystarczy cokolwiek, byle nadawało się do zamieszkania i gwarantowało minimum socjalnych warunków. Ponaglany przez radnych burmistrz obiecał „coś zrobić” w tej sprawie, a mianowicie przyjąć zainteresowaną jeszcze raz i poszukać „w mieście” wolnego mieszkania.

Opolski: „Pani wszystkich denerwuje…”

Pani Katarzyna, przybywszy na umówione spotkanie, doznała zaszczytu rozmowy z samym burmistrzem i jego zastępcą. Obu Panów zdążyła już poznać, gdyż od prawie trzech lat przychodzi do urzędu dzielnicy z tą samą prośbą o pomoc. Jakież było jej zdziwienie, gdy tym razem usłyszała jednoznacznie odmowną odpowiedź! Burmistrz Kaznowski cierpliwie nakreślił trudną sytuację dzielnicy i brak wolnych lokali mieszkalnych. Dobitniej wyraził to burmistrz Opolski, który nie przebierając w słowach dał do zrozumienia, że „mieszkania nie będzie”, bo „pani za często tu przychodzi, wszystkich denerwuje swoją natarczywością i za bardzo naciska”. Poza tym raz już zaproponowano tym ludziom lokal mieszkalny, a oni go nie przyjęli. Przemilczał jednak fakt, że mieszkanie to było w katastrofalnym stanie, z ujęciem wody na podwórku i toaletą w postaci „domku z serduszkiem”. Jak tu dochodzić do siebie po operacjach? Jak leczyć dzieci? Zgodnie z przepisami rodzinie przysługiwała możliwość odmowy przyjęcia lokalu, który nie spełnia podstawowych warunków sanitarnych. Katarzyna podjęła decyzję – nie stać ich na wysoki czynsz na Ciupagi, trzeba wrócić na Borecką, do dziadka. Liczy, że ten w obecnej sytuacji (po interwencjach, kiedy Katarzyna jest poważnie chora) zaprzestanie swojej irracjonalnej walki.

Zresztą, aby nie odebrano jej dzieci, po prostu MUSI znaleźć im mieszkanie. I to jak najszybciej! Niestety, część domu zajmowana niegdyś przez Katarzynę jest zdemolowana, właściciel dołożył bowiem wszelkich starań, aby skutecznie uniemożliwić młodym ludziom powrót na dawne miejsce. Trzeba więc wstawić drzwi, uszczelnić okna, zrobić podłogę, podłączyć prąd i wodę, zamontować piec do ogrzania całości, ocieplić ściany, wstawić meble, zakupić opał na zimę… Lista jest długa a zrealizowanie planu minimum oznacza wydatki przekraczające możliwości Katarzyny i Pawła, chociaż on ma już pracę i znakomicie wywiązuje się z obowiązków domowych i zawodowych, a ona pomimo choroby i przerzutów również niebawem podejmie pracę… Słońce zaczyna wychodzić. Trzeba tylko dać szansę, aby nadzieja wykiełkowała.

Tymczasem dzieci chorują, Katarzynę czeka kolejna operacja onkologiczna, brakuje pieniędzy nie tylko na remont, ale na bieżące opłaty takie jak obiady w szkole dla Kubusia czy pobyt Piotrusia w przedszkolu. Koło problemów toczy się dalej, zgarniając w siebie, niczym śnieżna kula kolejne przeszkody. A śnieg już za pasem…

Pomóżmy im!

W imieniu Katarzyny i Pawła zwracam się z gorącą prośbą do ludzi dobrej woli o pomoc w doprowadzeniu domku na Boreckiej do stanu pozwalającego na zamieszkanie w nim. Wstępne, minimalne szacunki, obejmujące ponowne podłączenie instalacji elektrycznej, doprowadzenie wody (hydrofor), kupno małej wanny i termy to koszt około 3000zł. Potrzebne są także drzwi wejściowe, 2 okna, regał, stół, 4 krzesła, miejsca do spania dla dzieci, szafka łazienkowa. Bardzo dziękuję Panu, który pomaga w podłączeniu energii elektrycznej, Państwu, którzy przekazali piękny dywan, Pani, która odstąpiła szafki kuchenne, Stowarzyszeniu "Nasza Choszczówka" i Fundacji AVE za nieustającą pomoc rzeczową i finansową.

Każdy, kto chciałby pomóc rodzinie Katarzyny, może przekazać dar rzeczowy lub finansowy. Kontakt: Anna Zarzycka 0602408787, numer konta Fundacji AVE: 39 1240 6117 1111 0000 4760 9035 z dopiskiem "Dla Katarzyny".

A ci, którzy nie mają sposobności, aby pomóc, zwłaszcza młodzi Czytelnicy, niech zainspirują się tą historią i nigdy w swoim życiu "nie denerwują się" obecnością potrzebujących.

Anna Zarzycka

*TBS – Towarzystwo Budownictwa Społecznego, mieszkania TBS są przeznaczone dla osób, których dochody nie pozwalają na uzyskanie własnościowego lokalu. W praktyce opłaty kaucyjne czy stawki czynszu powodują, że program TBS adresowany jest do osób ze średnimi dochodami.

Dodane przez !!!
20:13 12.11.2009
to są moji sonsiedzi ale niewiedziałam o tym sprbuje w szkole zorganizowac zdbiurke pieniędzy [jak zrobiłam błędy to przepraszam]
Dodane przez Iza Kowalska
11:09 27.11.2009
Najgorsze do sprawy jest podejście naszych władz.Tekst\"„pani za często tu przychodzi, wszystkich denerwuje swoją natarczywością i za bardzo naciska” jest typowym podejściem do sprawy P.Opolskiego.Ja też mam takie doświadczenia ponieważ też czekam na przydział mieszkania komunalnego.Wspomnienie i innych rozwiązaniach jak np.TBS Opolski powtarza wszystkim na około,mógłby zmienić w końcu repertuar i wymyślić coś nowego,a nie każdemu powtarza to samo.Strasznie na nerwy działa mi jego osoba i nie tylko mi ale wielu osobą które muszą z nim załatwiać co kol wiek.Nikomu nie potrafi przyznać racji i uważa się za najmądrzejszego. Pani Kasiu pozdrawiam i życzę powodzenia w walce z naszymi władzami i tą całą biurokracją.
Dodane przez Tasha
13:15 02.10.2015
I believe it all dednpes on the purpose of learning English. In many cases the high level achieved by learners is lowered once they begin working in environment in which many non-English-native speakers representing various levels of English have to communicate with each other. The level will automatically adjust. I believe students and parents should think what is the purpose of learning English and adjust the process accordingly.Secondly, good effects are results of good courses qualified teachers, appropriate materials and good teaching methodology as well as students\' hard work and possibility to practice the language, especially speaking. Hiring English native speakers as teachers is an issue that requires reviewing, in my opinion. Being an English native speaker does not mean one is able to teach! You have to be prepared for such position. I am a graduate of English studies, I attended courses in methodology and although I do make mistakes as non-native, I could teach English. If you asked me to teach my native language Polish, I would resign immediately because I\'m not trained. China should promote the position of teachers, but any qualified English teachers, not only English, American and Australian.
Dodane przez Dave
23:51 08.10.2015
In cases like these, I think it is worth it to improve the English eodcatiun in rural areas. However, it would be useless to give more English classes if the level of English of the teachers is low. Therefore, it would be useful to actively promote the level of English of teachers in China and, indeed, try to hire native English speaking people as teachers. It would be a good option to actively promote this position.In addition to this, I think, the main level of English in Entrance exams could be lower but then the students with a lower level of English would need an opportunity (or something obligatory) to improve their English with extra English courses at the University (Free of Charge, as it would have to be part of the Education itself)And, as the world consists of many Chinese speaking people, it is past time for the people to learn Mandarin Chinese.
Dodane przez Dina
04:05 09.10.2015
ACTA was something the Bush adrttisimanion concocted to globalize their war on terror. It surprised me to see Obama still pursuing this heinous piece of work that seems geared more at surveillance than anti-piracy. I don\'t think a lot of countries looked very closely at the wording before signing onto it. I\'m glad Poland and Germany gave the treaty more scrutiny, and one hopes that when the EU general assembly meets they will strike down this treaty.Of course, this won\'t stop the US from pursuing bi-lateral agreements with European countries, and I imagine many will still sign onto it. http://qvldnagajqk.com [url=http://blrpbhgbif.com]blrpbhgbif[/url] [link=http://elvijstib.com]elvijstib[/link]
Dodane przez Esra
10:24 09.10.2015
The workshop was ellcxeent! Thank you for the session „Emotional Intelligence”. The presentation consisted of many useful ideas, practical advice and many points to be thought further. I think, we can also implement these lessons learnt in our working life. It is very important for all of us to show example to our team, our colleauges in each situation, in everyday life and be able to control ourselves using emotional intelligence, even if we are working under pressure. Thanks again for the ellcxeent presentation!Eva
Dodane przez Amel
07:09 10.10.2015
(Don’t you think we should stop fosucing on the idea of disposable items period and work on creating durable, long lasting products that can be used for years?)We already have these durable, long lasting products they\'re called Polythene bags and I\'d like to ask you: How many times do you actually re-use a polythene bag ? Don\'t you think it\'d be better that they dispose of themselves rather than lie in some drawer for months and years on end ?That\'s why I really like 60Bag and find it to be a really innovative idea which, if brought into mass use, could really help our environment. Kudos to Katarzyna and Remigiusz. http://bzczoy.com [url=http://bwrjckcpt.com]bwrjckcpt[/url] [link=http://pqhldwpe.com]pqhldwpe[/link]
Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .