W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



Kolorowy PRL

Bartek Włodkowski - szef Fundacji AVE, 29-latek, tata 3-miesięcznego Jasia

Po tekście o „Świecie Młodych” postanowiliśmy napisać o komiksach PRL-u – kolejnej jaśniejsze stronie minionej epoki. Do tego zadania w gronie redakcji jednoznacznie wytypowano mnie, weterana z 30. na karku, który pamięta szaleńczy pęd do sklepu przy Suwalskiej na Bródnie, gdzie właśnie rzucono „Ptysia” (oranżada w szklanych zielonych butelkach) albo delicje, nota bene sprzedawane w limitowanych ilościach po paczce na głowę.

Nie wiem, czy ktokolwiek z młodych czytelników „Aveciarza” rozczyta ten artykuł. Celowo piszę rozczyta, bo będzie mowa o mnóstwie emocji i zachowań, które zrozumiałe są dla ludzi, żyjących w szarej rzeczywistości PRL, dla pokolenia telewizji cyfrowej mogą trącić myszką. Czy rysowane historyjki o perypetiach dwóch ludków mogą jeszcze podniecać?

Bazar

Rzecz działa się w latach 80. daleko od Białołęki, która wówczas była autentycznym przedmieściem. Na Ursynowie oprócz bloków z wielkiej płyty, stert rusztowań, walających się desek, piaskowych gór, saren przychodzących na popas tuż pod bloki przy Małej Łąki, rechotu żab z mokradeł Moczydła i ożywającego w soboty i niedziele bazaru „Na Dołku” usytuowanego nieopodal nieistniejącej wówczas linii metra, „nie było niczego”.

Wokół tego bazaru ogniskowało się moje życie. Wśród setek kramów z ubraniami, jedzeniem, mydłem i powidłem były dwa, które mnie przyciągały: stoisko filatelistyczne (tak zaczęła się moja pasja ze zbieraniem znaczków z kolejami) i obwoźny antykwariat. Co sobotę przez kilka godzin grzebałem w kilkudziesięciu kartonach, wzbogacając domową bibliotekę, a także zdobywając kolejne komiksy o „Kajku i Kokoszu” i stare numery magazynu „Relax”, w którym również ukazywały się historyjki o dwóch dzielnych wojach.

Żeby zrozumieć, dlaczego bazar miał siłę magnesu trzeba sobie uświadomić, że książki w okresie PRL-u były towarem deficytowym. Kupowało się je spod lady, na co ciekawsze pozycje obowiązywały zapisy (przed ich wydrukowaniem) i stosowne przedpłaty. Dla stutysięcznego osiedla, jakim wówczas był Natolin, do kilku kiosków docierało łącznie 10-15 egzemplarzy nowego komiksu. Podobnie było z czasopismami takimi jak „Świerszczyk”, „Płomyczek” czy „Płomyk”. Pierwszy album o Kajaku i Kokoszu pt. „Na wczasach” zdobył mój tata oczywiście spod lady u znajomego księgarza w zamian za jakąś przysługę (nazywało się to „załatwianiem”). I tak się zaczęła moja przygoda.

Kajko i Kokosz wiecznie żywi

Początek serii komiksów „Kajko i Kokosz” to druga połowa lat 70. Najpierw w wersji czarno-białej ukazywały się w odcinkach w „Wieczorze Wybrzeża”, później już w kolorze w „Świecie Młodych”. Na początku lat 80. wszystkie historie wydano w formie albumów – tych właśnie, które stały się magicznym elementem dzieciństwa mojego, moich kolegów i całego pokolenia. A ponieważ pieczołowicie je przechowuję i zamierzam za niedługo zainteresować nimi mojego synka, liczę, że będzie to międzypokoleniowa przygoda.

Łącznie wydano 16 tomów. Wszystkie opowiadają o przygodach dwóch dzielnych wojów: szczupłego, rozsądnego i odpowiedzialnego Kajka oraz rozkosznego, mającego mnóstwo przywar amatora dobrej strawy - Kokosza. Rzecz dzieje się w średniowiecznym grodzie, w którym panuje dobroduszny kasztelan Mirmił, często popadający w depresję. Na szczęście zimną krew potrafi zachować jego żona Lubawa, która skutecznie sprowadza męża na ziemię swoim stanowczym „Nie dramatyzuj” i groźbą wyprowadzki do mamusi. Kajko i Kokosz stoją na straży pokoju, któremu co i raz zagrażają zbójcerze z pobliskiej warowni. Na szczęście „krwawy Hegemon” jest przede wszystkim chimeryczny, a jego drużyna (z próbującym zdetronizować Hegemona Kapralem, Ofermą czy Wojem Witem o usposobieniu Don Kichota) znacznie lepiej odnajduje się w opróżnianiu beczułek z piwem niż na placu boju. Choć zbójcerze na wszystkie sposoby próbują zdobyć gród Mirmiła (podkopami, taranami, machinami oblężniczymi i dziesiątkami innych forteli) zawsze ponoszą klęskę. Głównych bohaterów wspiera smok Miluś, ciotka Kokosza czarownica Jaga, mieszkająca nieopodal grodu oraz jej mąż zbój Łamignat ze swoją nieodłączną maczugą.

Przezabawnych perypetii Kajka i Kokosza opowiadać nie będę. Odbieranie komukolwiek przyjemności samodzielnego poznawania Mirmiłowa uważam za zbrodnię! Młodych czytelników „Aveciarza” zachęcam, żeby pogrzebać w szafie albo w internecie, gdzie można znaleźć skany poszczególnych albumów.

Zastanawiam się, co zadecydowało o kultowym charakterze tej serii. Na pewno kolor (w latach 80. jedynym miejscem, wyróżniającym się na tle powszechnej szarzyzny były Pewexy), dbałość o szczegóły, niepowtarzalny mistrzowski styl autora, charakterystyczna kreska, kapitalna fabuła (nieszablonowa, pełna zaskakujących zwrotów akcji, adresowana do czytelnika w każdym wieku), humor, czary, plejada niesamowitych postaci (niezapomniane borostwory Fajfi, Gryz Niewida, Figlarz Bugi), realizm, odniesienia do socjalistycznej współczesności (gra skojarzeń z czytelnikiem), wreszcie znakomite teksty. Mała próbka – Kapral: „Hegemonie, melduję, że zgodnie z planem mieliśmy budować machinę przez tydzień, zobowiązaliśmy się czas ten skrócić o sto procent, a zobowiązanie przekroczyliśmy o dwieście procent”; Kokosz: „Kto w epoce lotów na miotłach wierzy w czarodziejskie obrusy?”; Wojski Niesław: „Sporządź protokół straty dwudziestu łuków i wpisz do pozycji <<czary>>”; Kokosz: „Kajtulu, ratuj, przecież wiesz, że szermierkę uprawiam wyłącznie łyżką!”.

Komiksy o Kajku i Kokoszu były wówczas swoistym novum. Zasadniczo różniły się od dydaktycznego „Tytusa” czy moralizatorskiego do bólu „Kapitana Żbika” (komiksowego agenta 007 PRL). Mnie kojarzyły się z kolorowymi historyjkami Disney’a przywiezionymi przez mojego tatę ze Szwecji. Ale Kajko i Kokosz byli mniej absurdalni, bardziej realistyczni a przez to pociągający. Pomimo wielu przeciwności zawsze odnosili sukces, ponieważ mieli czyste zamiary i dobre serca. Nie byli oczywiście idealni. Często uciekali się do forteli, „kombinowania”, a nawet czarów, ale mimo to nigdy nie pozostawali obojętni na potrzeby innych… Krótko mówiąc biła od nich taka autentyczna i zupełnie nie patetyczna szlachetność.

Janusz Christa

Ojcem Kajtka i Kokosza jest Janusz Christa, rysownik, scenarzysta, zapalony perkusista i żeglarz. Urodził się w Wilnie w 1934 roku, skąd musiał uciekać przed Armią Czerwoną. Osiadł w Sopocie, gdzie żył, tworzył i zmarł nagle w listopadzie ubr. „Kajko i Kokosz” to jego ostatnia duża seria. Przedtem powołał do życia dwójkę marynarzy Kajtka i Koka (mówił, że Kajko i Kokosz to ich praprapradziadkowie), którzy rozwiązywali zagadki kryminalne a nawet wylądowali w kosmosie. Historie drukowane były od lat 50. do 70. w formie czarno-białego paska, obejmującego kilka komiksowych kadrów w „Wieczorze Wybrzeża” i doczekały się imponującego tytułu najdłuższego polskiego serialu komiksowego, złożonego z 4000 odcinków! W formie albumowej wydano je dopiero w latach 90.

Co ciekawe Christa wielokrotnie chciał zakończyć cykl, ale czytelnicy mu nie pozwalali i zmuszali do pisania kolejnych kilkuset odcinków. Autor musiał zmagać się także z cenzurą. Na przykład w grudniu 1970 roku jeden z odcinków nie został wydrukowany, ponieważ znalazł się w nim spalony dom jakiegoś kosmicznego dygnitarza. W tym samym czasie protestujący spalili budynek PZPR w Gdańsku.

Wielokrotnie zarzucano Chriście, że seria „Kajko i Kokosz” jest plagiatem francuskiego „Asterixa”. Autor nie ukrywał, że inspirował się zagranicznym hitem, ale jednocześnie podkreślał, że pierwowzór – Kajtek i Koko – powstał dużo wcześniej.

Czwartkowy figiel

Lata 80. to w moim życiu czas, kiedy namiętnie pisałem listy do autorów moich ukochanych książek. Później, jako ośmiolatek do wielu z nich również telefonowałem. Pamiętam przecudowne rozmowy odbyte z natolińskiej budki telefonicznej z Hanną Ożogowską czy Papciem Chmielem. Ileż musiałem mieć wówczas tupetu? Ale było w tym coś szczerego i naturalnego. Tak zresztą zaczęła się moja „redaktorska” współpraca z „Płomyczkiem” i jego naczelnym Tadeuszem Chudym.

Pod koniec roku szkolnego 1989/1990 w skrzynce znalazłem szarą kopertę znad morza. Do dziś pamiętam podniecenie, jakie towarzyszyło jej otwieraniu… W środku rysunek Kajaka i Kokosza i specjalny dialog w dymku dla mnie. Do dziś staram się w czwartek spłatać jakiegoś figla…

Chriście zawdzięczam nie tylko tysiące godzin rozrywki, ale również wyobraźnię. Kajko i Kokosz uczą szlachetnych postaw życiowych, solidarności i wierności przyjaciołom, zdrowego rozsądku, autoironii i wiary w innych ludzi.

Tajna Polska

Szczególnie śmieszne wydają mi się zapisy wszelkich odgłosów na przykład „bdon”, „grrroop”, „hank”, „ponc”… Szsztumbrrr! (odgłos rzuconego noża wbijającego się w futrynę).

Magda

Niesamowity rysunek w połączeniu z doskonałym scenariuszem = Janusz Christa. Bakcylem Chistokomiksodensiss zaraziłem się od mojego taty i tak żyję nieuleczalnie chory od 22 lat, he he he.

Mikołaj

Komiksy odziedziczyłam w schedzie po braciach i pokochałam pierwszą miłością. Jeszcze dziś chętnie do nich wracam, ten klimat, bijące ciepło i wiara w człowieka są niepowtarzalne.

Weronika

Panie Januszu, dziękuję za dużo kolorowych chwil w szarej rzeczywistości PRL.

Dzidek

Janusz Christa namalował mi jakąś połowę kolorów w tym okresie mojego życia, gdy byłem mniej więcej wysokości biurka.

Maciek

Gdyby Christa tworzył na „zgniłym zachodzie”, byłby ikoną komiksu po wsze czasy. Oddał się nam, „dzieciom komunizmu”.

Loader

Bartek - Weteran

Dodane przez agnieszka
15:23 04.06.2010
Panie Januszu,pewnie rysuje pan gdzieś w przestworzach dalsze losy Kajka i Kokosza,moich ulubieńców aż po dziś dzień..
Dodane przez Yuji
13:24 02.10.2015
Current setup for break in period I am using Contrast-50, Brightness-50, Sharpness-40, Warm Tint. would you reoemmcnd running the white wash after running movies with letter bars after the break in period? Also one of my favorite movies is Amadeus which is 3 hours long and has letter bars, could that length of time cause Burn In . Thanks for the help, I want this tv to last me a long time.
Dodane przez Mohaned
23:50 08.10.2015
Again. Sprint no longer flags aconcuts for PRL updates when you call into customer service. Unless things have changed in the last 2 weeks. I called 3x and spoke to first level, tech support, and even account services. Same outcome they could/would not flag my account for a PRL update. Check into this and see what you find and report it Chris. See if you get the same info.
Dodane przez Karina
04:05 09.10.2015
Generally 200 hrs. Use the Tv on a warm tint for the duration of burn in. In pic sgetints. Then switch back to normal colour tint when week or so is up. Then use following-contrast- 55%Brightness- 50-55%sharpness- 30-35%You will get image retention after watching a film with the letterbox bars, but they\'ll only be noticeable on a total black screen ie, switching it off. They disappear after 5/10 mins http://sbbaaampl.com [url=http://ifqtxxuzkdh.com]ifqtxxuzkdh[/url] [link=http://gchmjxo.com]gchmjxo[/link]
Dodane przez Yuliya
07:09 10.10.2015
This isn\'t about the law anymore, it\'s about how the law can eartxct the maximum amount of money from it\'s citizens. The revenue generation machine here in Los Angeles is not tax oriented. It\'s fee oriented. Parking tickets, red-light cameras, etc are hidden taxes on the taxpayer. 59,0000 x $500 is a LOT of revenue. http://hfvnwtbtz.com [url=http://eqtbvgnqed.com]eqtbvgnqed[/url] [link=http://qbckjtbev.com]qbckjtbev[/link]
Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .