W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



ABDYKACJA Z ROZSĄDKU Powieść w odcinkach - cz. 3

Hela Sałasińska - mieszka w Choszczówce, od września 2009 uczy się w gimnazjum

Prezentujemy kolejny odcinek powieści Heli Sałasińskiej, mieszkanki Choszczówki, uczennicy I klasy gimnazjum. Zapraszamy do nadsyłania próbek Waszej twórczości - najlepsze opowiadania, powieści i wiersze opublikujemy, piszcie: aveciarz@gmail.com.

Prezentujemy kolejny odcinek powieści Heli Sałasińskiej, mieszkanki Choszczówki, uczennicy I klasy gimnazjum. Zapraszamy do nadsyłania próbek Waszej twórczości - najlepsze opowiadania, powieści i wiersze opublikujemy, piszcie: aveciarz@gmail.com. Główna bohaterka, Rozalka Kwiatkowska-Łączka dopięła swego. Właśnie wyjeżdża na wymarzony weekend za miasto razem z wiecznie zapracowanymi rodzicami, najukochańszą babcią i szkolną przyjaciółką Ulą. Dzień wcześniej Rozi przygarnęła niezwykłego psa. Dziewczynka, jako „ósmy potomek płci żeńskiej śp. Julii Kwiatkowskiej”, odziedziczyła dar rozmawiania ze zwierzętami.

Dzień był słoneczny, ale nie upalny. Idealny na długą podróż.
– Kukurykuuuu!!! – punktualnie o szóstej dziko zawył budzik-kurczak. Rozi walnęla w niego pięścią, a ten ostatni raz odezwał się skrzeczącym głosem. Chciała jeszcze pospać. Kiedy jednak przypomniała sobie o wyjeździe, stanęła na równe nogi i krzyknęła „Juhuu!!!” tak głośno, że aż zaniepokojony tata wbiegł do pokoju.
– Co się stało? – tata był już ubrany i gotowy do wyprawy. – Mówię expressis verbis, moja panno, że do samochodu wszystko już zapakowane!
– A mój rower też?
– No, dobrze, p r a w i e wszystko – zmieszał się tata i pobiegł przygotować rower do eskapady.
– Cześć, Rozi. Zamierzasz dać mi coś do jedzenia? – Rozi usłyszała za sobą głos Psiska.
– Hm… A widziałeś, ile dostałeś wczoraj prezentów?
– To wczoraj miałem urodziny?– żartował pies.
– Psisko! Nie dokazuj, bo twój żywot się skończy! – udając oburzenie, Rozalka wystawiła za okno kocyk z kaczuszkami.
– Nie! Tylko nie mój kocyk! – Psisko zaskowyczało.
– Ha, ha! Widzisz? Nie wolno się ze mną przekomarzać!
– No dobra! Jest super i… nie umiałbym się z nim rozstać! W ogóle jestem szczęśliwy, że ciebie spotkałem…
– Ja też cię bardzo kocham – dziewczynka wtuliła się w miękkie futro.
– Co robisz? Udusisz mnie!
– Rozalia!!! Jest prawie siódma! Czas na nas!!! – zawołała mama.
– Już, już… Psisko, idziemy! Jeszcze tylko szybkie śniadanie i… w drogę!
Psisko dostało w metalowej misce (którą nie za bardzo lubiło) wodę, a w tej z kaczuszkami (za którą bardziej przepadało) suchą karmę i… czekoladowego batonika. Dla chomików – porcja warzyw, banany i suszona żurawina (przysmak Karla). Rozi zjadła płatki na mleku, omlet i popiła ulubionym sokiem pomarańczowym. Czas wyruszać! Dziewczynka usadowiła się na tylnym siedzeniu, z prawej strony rozłożył się Psisko, po lewej Pepsi i Karla. Babcię mieli zabrać rodzice Uli. Droga dłużyła się niemiłosiernie.
– Daleko jeszcze? – zapytało Psisko.
– Nie, już zaraz dojedziemy! – odpowiedziała Roza niezupełnie zgodnie z prawdą, ponieważ od wsi Czaple dzieliło ich jeszcze 80 kilometrów. Widziała znużenie psa i nie chciała go denerwować. Po pięciu minutach Psisko znowu się odezwało:
– A…Daleko jeszcze? – Psisko było denerwujące niczym słynny Osioł ze „Shreka”. Rozi zasypiała, gdy znowu usłyszała:
– Daleko jeszcze?
– Rozalko, dlaczego Psisko tak haucze? – spytała mama. Dziewczynka uznała, że to dobry moment, aby wyjawić rodzicom tajemnicę jej szczególnego daru rozumienia mowy zwierząt.
– Mamo, tato… Muszę wam coś powiedzieć. Tylko nie zdziwcie się… – kiedy skończyła, w aucie zapanowała cisza. Rodzice wydawali się być zszokowani.
– I co wy na to? – ponaglała dziewczynka, wyczekując reakcji. Pierwszy odezwał się tata: – Tego się nie spodziwaliśmy…
– …ja też nie, ale mi to bardzo pasuje! – powiedziało Psisko, a Roza natychmiast przetłumaczyła i wszyscy się roześmieli. Atmosfera rozładowana. Tata zatrzymał auto. Wysiedli.
– Córciu, to wprost niepojęte! Czy ty się aby dobrze czujesz? Nie boli cię głowa? To wielki dar… Jak ty sobie poradzisz? – mama z tatą na zmianę zarzucali Rozalkę pytaniami. Na szczęście z pobliskiego lasu wprost na państwa Kwiatkowskich wyszła grupa harcerzy.
Okazało się, że sprzątają las.
– Miejscowa młodzież często urządza tutaj nocne imprezy, po których zapomina posprzątać. Dlatego prowadzimy akcję po hasłem „zbierać każdy może, śpiewać nie zawsze!” – wyjaśnili. Rozpoczęła się rozmowa. Rozalka zadeklarowała, że zorganizuje podobną akcję w Warszawie. Po kwadransie znowu wszyscy znaleźli się w aucie i niebawem wjechali do wsi Czaple – wydała się bardzo przytulna ale szalenie nieucywilizowana. Trochę kluczyli – tata zgubił drogę – ale ostatecznie dotarli do ślicznej, drewnianej leśniczówki z poddaszem i gankiem. Obok domu –ostoja dla zwierząt, a w centralnym miejscu na podwórku ogromny stary dąb, idealny do zbudowania na nim domku-kryjówki. Powitał ich biały pies, za chwilę w drzwiach pojawił się wysoki mężczyzna.
– Witam, jak podróż? Jestem Andrzej Pietruszka – przywitał się, mrugając porozumiewawczo do taty.
– Cześć, Andrzej! Stary kumplu! – zawołał tata tonem ucznia podstawówki. Nastąpiły długie powitania i prezentacje. Pan Andrzej miał czworo dzieci: Ninka, czteroletnia, o kasztanowych włosach i niebieskich oczach, dość nieśmiała, uwielbia zwierzęta; dziesięciolatka Marysia cała w siniakach i strupach, zbójecki uśmiech zdradzał, że lubi boksować się ze starszym o rok bratem Piotrkiem, któremu z kolei wydaje się, że jego życie to jedna wielka pomyłka! No bo jak chłopak może żyć pod jednym dachem aż z trzema dziewczynami? Horror. Poza tym nie cierpi, kiedy Gabi (najstarsza z czwórki, blond – piękność, obiekt westchnień wszystkich chłopców) zamienia się w mamę i wrzeszczy na wszystkich o byle co! Pod jej twarzą aniołka kryje się żądna przygód lwica. Nad wszystko kocha swojego konia – Bellę. Trzeba jeszcze dodać, że pies, który pierwszy przywitał rodzinę Kwiatkowskich, jest urodzinowym prezentem Niny i nazywa się Śnieżka.
– Wejdźcie państwo do środka, obiad już prawie gotowy – zapraszała pani Gosia, żona pana Andrzeja.
Wszyscy usiedli w przestronnym, gustownie urządzonym salonie. Na pierwsze danie – znakomita grochówka, na drugie… – same rarytasy!
– Gdzie kupujecie takiego pysznego kurczaka? – spytał tata.
– Kupujemy? Mój drogi, to co masz na talerzu jeszcze dzisiaj rano biegało po naszym ogródku – uśmiechnął się pan Andrzej.
– Oho! To dobre kurczaki hodujecie – powiedział tata i obydwaj się zaśmiali. Jednak Rozi wcale do śmiechu nie było. Po tych słowach nabrała obrzydzenia do mięsa i postanowiła, że więcej niczego podobnego nie tknie. Przecież ten kurczak jeszcze rano żył! Cóż, ale z tym, co znajdowało się na talerzu, trzeba coś zrobić. W tym samym momencie spojrzała na Psisko i już wiedziała, że ma rozwiązanie. Niepostrzeżenie przysunęła miskę psa i zsunęła do niej całe mięso z talerza.
Po posiłku przyszedł czas na rozlokowanie wszystkich w pokojach. Rozi i Ula zamieszkały na poddaszu w przestronnej sypialni. Białe ściany wykładane muszelkami, eleganckie łóżka, stoliczki nocne, biblioteczka, angielskie fotele, kilka obrazów (za jednym – sejf!) i ogromna szafa. Jak się okazało można było przez nią przejść – zupełnie jak w Narnii – do pokoju Gabi!
– Ale fajnie – zapiszczały dziewczyny. – Będziemy mogły się odwiedzać!
– Tylko żadnych nocnych spotkań! – pogroził tata Uli i wszyscy się roześmieli.
Teraz należało się rozpakować. Rozi zaczęła od walizki Psiska, gdy nagle w drzwiach szafy pojawiła się Gabi: – Jak skończycie, dajcie znać. Pokażę wam ogród – powiedziała i zniknęła.
– Psisko, przynieś mi proszę klatkę z chomikami z przedpokoju. Pepsi umrze z głodu…
– Czy mi się zdawało, czy ty gadałaś z PSEM? – wybałuszyła oczy Ula.
Rozalka musiała więc wszystko wyjaśnić. Przyjaciółka oniemiała, usiadła na łóżku i nie była w stanie wypowiedzieć żadnego słowa.
– Pepsi musi przejść na dietę! Ta klatka jest tak ciężka, że ledwo ją przyniosłem – mamrotało Psisko.
– Nie przesadzaj, idź się lepiej pobawić ze Śnieżką! – dziewczynka przeganiała psa, gdy usłyszała: – Uważaj na Śnieżkę, może się na ciebie rzucić i polizać. Ohyda!
– Pepsi?!!! Ty też ze mną rozmawiasz? Zwariuję! Myślałam, że tylko Psisko… – Rozalka była autentycznie zdumiona.
– Wszyscy cię rozumiemy! – odpowiedziała miękkim głosem Karla.
– Rozi! Ula! Chodźcie! – Gabi zapraszała nowe koleżanki na spacer. – Pokażę wam moje cudo!
Za chwilę dziewczynki weszły do malutkiej stajni za domem. Zobaczyły w niej ślicznego kasztanowego konia.
– To Bella, poznajcie się – przedstawiała Gabrysia. – Zapraszam was na przejażdżkę! – dziewczyna wybiegła ze stajni i po chwili wróciła prowadząc dwa równie piękne konie. – To Fantazja i Oleandra, mieszkają u sąsiadów.
Dziewczyny wskoczyły na rumaki – przydało się doświadczenie zdobyte na obozie jeździeckim. Rozi galopowała na szarobiałej Fantazji. Obrały drogę wzdłuż jeziora. Pełno tu ptaków. Gabrysia bezbłędnie je nazywała: skowronek polny, pliszka, jaskółka dymówka, świergotek łąkowy… Po dwóch kwadransach dojechały do lasu. Na małej polance stał król leśnych ostępów – dostojny jeleń. Gabi dała znak, aby zsiadły z koni. Podeszła do zwierzęcia i… go pogłaskała. Machnęła ręką, żeby Ula i Rozi dołączyły. Sierść jelenia była miękka jak aksamit. Kolejne kwadranse mijały niespostrzeżenie, w końcu jeleń odszedł na bok. To znak, że czas wracać do domu. Rozi nie mogła się z nim rozstać. Koleżanki siedziały już na koniach, a ona wciąż patrzyła na króla. Zastanawiała się, czemu nic do niej nie powiedział.
– Rozalio, nie chciałem ujawniać, że mnie rozumiesz, dopóki nie zostaniemy sami – odezwał się w końcu dostojnym głosem. – Dzisiaj w nocy wszystkie zwierzęta pragną się z tobą spotkać. Nie mogę ci zdradzić, dlaczego, ale pamiętaj: w nocy, gdy wybije dwunasta będziemy na ciebie czekać. Nie spóźnij się! – zanim zdołała cokolwiek powiedzieć, jeleń zniknął. Rozalka była jakby w amoku, po chwili odszukała koleżanki i razem wróciły do domu. Dochodziła 19.
– Gdzie tak długo zabawiłyście? – zapytała babcia.
– Byłyśmy na przejażdżce – odpowiedziała niedbale Rozalka, wydawała się być roztargniona.
– Gdzie jest tatuś?
– Wasi tatusiowie pojechali do tak zwanego „Saloon”, tutejszego pubu. A wasze mamy są święcie przekonane, że zwiedzają okolicę…
– Rozumiemy. I pewnie mamy się nie wygadać? – dziewczynki powiedziały chórem, puszczając jednocześnie oko do babci, która uśmiechnęła się i poszła na górę.
Rozalka chciała zabić dzielące ją godziny od niezwykłego spotkania:
– Mam pomysł! Przygotujmy coś dobrego do jedzenia i zwołajmy wszystkie dzieciaki, żeby się zintegrować…
– Tak, super! – wykrzyknęły pozostałe i zabrały się do pracy. Po godzinie na tarasie zapachniało deserem bananowym na ciepło, szarlotką, landrynkami grejpfrutowymi i gorącą czekoladą.
– A co z Piotrkiem? – zapytała Ula.
– Pewnie maluje – odparła Marysia, a Uli i Roza zrobiły wielkie oczy. W tym samym momencie w drzwiach stanął Piotrek, cały usmarowany farbami, z rozwianymi blond włosami i ślicznymi piwnymi oczami. Rozalka pomyślała, że jest bardzo przystojny.
– Co się tutaj dzieje? – zapytał.
– Myślałyśmy, że malujesz, choć do nas, robimy wieczór integracyjny. Popatrz, ile tu smakołyków. Deser bananowy to specjalność Rozalki, spróbuj.
Po chwili impreza rozkręciła się na dobre. Wszyscy śmiali się, słuchając opowieści Uli o przezwiskach i zajadali deserem. Rozi nie mogła oderwać wzroku od Piotrka, który poprosił o dokładkę.
– Ja ci zrobię gigantyczną porcję! – wyrwała się Ula, a Skała (tak na niego mówią; Piotr według Biblii oznacza skałę) zrobił zawiedzioną minę.
– Nie, ja to zrobię! Nie fatyguj się, Ula – Roza postanowiła wykorzystać szansę. – Chodź ze mną do kuchni.
– Nie wiedziałam, że malujesz – zagadnęła.
– Na początku roku wystartowałem w konkursie plastycznym. Zrobiłem pracę na szkle, ale przyznam, że nie bardzo mi na tym zależało. Po prostu szukałem jakiejś pasji. I choć mi nie wychodziło, nie rezygnowałem. Zapisałem się na kółko plastyczne. No i... teraz jestem najlepszy w malowaniu krajobrazów. Chodź, pokażę ci moją pracownię na strychu. Po małej drabince wdrapali się do królestwa artysty. Atmosfera niesamowita: wszędzie porozrzucane płótna, kartony, tubki farb, niedokończone obrazy. W kącie pokoju wisiał hamak, który służył za łóżko. Na środku duża drewniana sztaluga.
– To niesamowite – wydukała rozmarzona Rozalka.
– Jeżeli chcesz, to wpadnij do mnie jutro, pokażę ci obrazy.
– Bardzo chętnie, ale teraz muszę już iść – odpowiedziała, spojrzawszy na zegarek.
Dochodziła jedenasta. Kiedy zeszli na dół, zastali umyte naczynia, kilka landrynek oraz wiadomość napisaną przez Marysię: „JAK WRÓCICIE – IDŹCIE SPAĆ. NIE JEDZCIE SŁODYCZY! CAŁA RESZTA.”
– Ja już pójdę spać – powiedziała Rozalka.
– Cześć… – Skała zrobił małą przerwę – a tak w ogóle jesteś super kumpelą! Dobranoc.
Roza odczekała pół godziny. Punktualnie o 23.30 po cichu wstała. Czas na wycieczkę! Czuła, że to będzie długa i niezapomniana noc.

Ciąg dalszy nastąpi

Hela Sałasińska

Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .