W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



Wdzięcznym sercem

O tym, że poeta ksiądz Jan Twardowski ma wdzięczne na zawsze serce i prawdziwie wolontariackie usposobienie, przekonałam się podczas wspólnej wyprawy na Okólnik.

Zatelefonował jak zwykle wieczorem. Zapraszając na Krakowskie, nieśmiało poprosił, czy nie wybrałabym się z nim na Okólnik, aby zbadać oczy starej, chorej osoby. Następnego dnia poszliśmy, ślizgając się i pokonując zaspy nieodśnieżonego Krakowskiego Przedmieścia.

– Tylko się nie przestrasz – mówił ksiądz Jan, otwierając z klucza wysokie drzwi z obłażącą teraz, niegdyś białą farbą. – Idziemy do mojej nauczycielki angielskiego. Nie ma już nikogo. Jest stara i od dłuższego czasu bardzo źle widzi. W mieszkaniu jest zimno. Może lepiej nie zdejmuj futra – poprosił.

Nauczycielka księdza Jana była bardzo, bardzo stara, całkowicie niedołężna. Drobna, bardzo szczupła, okuta w swetry i koce, leżała na łóżku. Nie widziała prawie nic. Żyła w swoim, całkowicie już teraz splątanym świecie, choć przez mgnienie poznała, kto przyszedł. – Janku – powiedziała kilka razy, a jej uczeń pomodlił się nad leżącą i z prawdziwie synowską miłością karmił ją kanapką i pomarańczą, wyjętą z torby oraz częstował przyniesioną w termosie herbatą.

– Najtrudniej z toaletą, choć dziś już łatwiej. Pampersy to prawdziwe dobrodziejstwo. Czesać zupełnie nie potrafię – mówił dobrze zasapany i zmęczony pracą przy chorej. – To była wspaniała nauczycielka. Umiała uczyć. Wymagała. Nie wolno mi było odezwać się po polsku. Jeszcze rok temu mogliśmy porozmawiać, choć już nie tak jak dawniej. Wcześniej, jak się cieszyła moim wyjazdem do Anglii. Wcale nieźle radziłem sobie tam z angielskim. To jej zasługa. Jestem jej niewypłacalnym dłużnikiem, całym sercem wdzięcznym. Na zawsze.

Poczułam falę ciepła, prawdziwego wzruszenia. Poeta był już niemłody, obcy dla niej, a jakże bliski. Ksiądz, na pewno niezwyczajny do takiej pielęgnacji, a usługujący z miłością i oddaniem. Zabrałam się do badania oczu. Niestety, ogromne zmiany w siatkówce nie dawały żadnej szansy na polepszenie widzenia. Gdy to oznajmiłam, ksiądz Jan zmartwił się ogromnie.

– Niejeden syn nie robi tego, co ksiądz. Widzę jak jest. To trud już ponad siły – mówiłam w drodze powrotnej. Jest opieka społeczna, a w ostateczności są domy opieki, państwowe, a i prowadzone przez siostry zakonne. Sama znam takie. Często badam w nich podopiecznych i wiem, że niektóre z nich są bardzo dobre. Czy nie starał się ksiądz o jakieś miejsce dla pani profesor? – pytałam.

– Nie mam pojęcia nawet, jak się do tego zabrać – z ociąganiem przyznał się do wypalania własnych sił. – Pięć razy w tygodniu przychodzi tu ktoś z opieki społecznej, ale tylko na dwie godziny. Ja wpadam, kiedy tylko mogę. Zimą zawsze, ale widzisz, to moje „wpadam”, to przesada, ślizgam się raczej, a pomoc jest, że pożal się Boże. Na Krakowskim Przedmieściu mieszka dużo osób starych i samotnych. Może popytaj o dom opieki, choć boję się tego. Przecież sama wiesz, że własne miejsce, u siebie do końca, dla każdego jest najważniejsze.

– Popytam, poproszę o miejsce w księdza imieniu. Nikt nie odmówi prośbie Twardowskiego, na pewno nikt. (Nie wiedziałam wtedy, że się całkowicie mylę). Z podziwem patrzę na to, co ksiądz robi. To wielka praca i żadne – pożal się Boże – to księdza – wdzięczne serce – takie zawsze na zawsze – powiedziałam.

Ksiądz Jan patrzył na mnie ze smutnym uśmiechem, kiwał głową, dodając – i przyjaźń – co wierna i nie dostaje bzika („Mała Litania”, Jan Twardowski, 1983).

Aldona Kraus

Z książki „O wszystkim i o niczym – rozmowy z Księdzem Janem Twardowskim” wydanej w 2009 roku nakładem Fundacji AVE

Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .