W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



Super Babcia z Tarchomina!

Magda Zarzycka - licealistka, narciarka, mieszka na Marcelinie

Bez biura, bez jakiegokolwiek budżetu, bez komputerów, bez nowoczesnych baz danych skromna 87-latka z Tarchomina od 12 lat prowadzi niesamowitą akcję, której wymierne efekty odczuwają tysiące ludzi z całej Polski!!!

Wprost niewiarygodne, jak wiele można osiągnąć, dysponując jedynie wielkim sercem, głęboką wrażliwością i trudnym do opisania entuzjazmem. (No, gwoli ścisłości dodajmy, że przydaje się również telefon, xerograf i stara maszyna do pisania).

ABPG

Po raz pierwszy z działalnością Pani Jadwigi spotkałam się za sprawą niepozornego, ręcznie wykonanego plakatu z apelem o pomoc rzeczową dla powodzian z południa Polski. Wiszący przed kościołem afisz przykuł moją uwagę, ponieważ różnił się od tych, których wiele na mieście. Czarno biały, pisany częściowo ręcznie, częściowo na maszynie (!), prosty, wręcz lapidarny komunikat: „Kolejna akcja pomocy powodzianom. Potrzebna pomoc”. Poniżej wymieniono zapotrzebowanie na konkretne produkty i podano numer telefonu kontaktowego.

Zastanawiałam się wówczas, czy taka formuła przekazu ma w ogóle sens i jest skuteczna w czasach, kiedy PR decyduje o być albo nie być nie tylko polityków, ale całych instytucji. Przecież nawet do pomocy poszkodowanym przez los trzeba obecnie ludzi w atrakcyjny sposób zachęcić. Rzesze pracowników agencji reklamowych opracowują najwymyślniejsze strategie i kampanie reklamowe, promujące zbieranie pieniędzy na szlachetne cele. A tutaj taka zwykła kartka sprzed kościelnej tablicy przy ulicy Mehoffera – nie wierzyłam w jej skuteczność. Myliłam się.

Kartka wystarczy, oczywiście pod warunkiem, że autorką ogłoszenia jest niesamowita seniorka, pani Jadwiga Sobol. Pomimo tego, że porusza się przy pomocy chodzika, od 1997 roku prowadzi wymyśloną przez siebie Akcję BPG – Bezpośredniej Pomocy Głodującym. Dla wielu mieszkańców tzw. starego Tarchomina skrót ABPG to sprawdzona marka, synonim skuteczności i zaufania – na miarę największych organizacji charytatywnych.

Pani Jadwiga czyli skrzynka pocztowa

Swoimi działaniami pani Jadwiga obejmuje osoby najbardziej potrzebujące, znajdujące się w skrajnie trudnej sytuacji życiowej, w tym poszkodowane przez kataklizmy. Wszystko opiera się na bezpośrednim kontakcie między wolontariuszem a podopiecznym.

– To właśnie wyróżnia ABPG wśród innych przedsięwzięć charytatywnych. Nie mamy konta ani magazynów, nie jesteśmy organizacją, nie przyjmujemy też żadnych darów pieniężnych – wyjaśnia pani Jadwiga. – Opieramy się w całości na ludziach dobrej woli! Ja jestem taką skrzynką pocztową. Moja rola to skontaktowanie darczyńcy i potrzebującego pomocy. Zgłaszają się do mnie ludzie potrzebujący konkretnej pomocy, a ja szukam innych ludzi, którzy mogą zaoferować konkretne przedmioty lub usługi. W ten sposób tworzę swoją bazę danych. Komuś spalił się dom i pilnie potrzebuje ubrań, mebli czy żywności – wówczas ja szukam ludzi, którzy mogą te konkretne artykuły ofiarować.

Najbardziej zdumiewa fakt, że akcja pani Jadwigi kierowana z małego mieszkanka na Tarchominie obejmuje swoim zasięgiem dosłownie całą Polskę! Telefonują ludzie z najróżniejszych zakątków kraju. Nie tylko potrzebujący żywności, ale i bezrobotni, którzy po wielu zakrętach życiowych nie mogą znaleźć pracy, niepełnosprawni, ślą listy ubodzy zagrożeni eksmisją, przed świętami proszą o dary niezamożne rodziny… Niektórzy nawet przyjeżdżają do Warszawy. Wówczas pani Jadwiga przy pomocy Monaru albo Caritasu organizuje nocleg, częstuje obiadem i dzwoni. Dzwoni do skutku, aż znajdzie rozwiązanie.

Wolontariusze i znaczki pocztowe

Istotną rolę w całym systemie pełnią wolontariusze – ludzie dobrej woli w różnym wieku, których pani Jadwiga zainspirowała do współdziałania. Łącznie jest ich około pięciuset (!), w samej Warszawie – stu. Grupa najbliższych współpracowników liczy dwadzieścia osób. Zanoszą paczki i listy na pocztę, szukają darczyńców, odwiedzają samotnych, tak jak małżeństwo emerytów, które opiekuje się inwalidami, różnymi drogami przekazują apele o pomoc, a także… przynoszą znaczki pocztowe. Te ostatnie bowiem w pewnym sensie warunkują działania pani Jadwigi. Skromna emerytura nie wystarcza na pokrycie nawet części wysyłki listów, a większość spraw załatwiana jest właśnie korespondencyjnie. Bez żadnej przesady można powiedzieć, że pani Jadwiga co miesiąc rozsyła setki listów w najróżniejszych sprawach.

Pani Jadwiga jest „mózgiem” nieformalnej organizacji – przydziela zadania wolontariuszom, rozsyła do gazet w całej Polsce prośby o nagłośnienie poszczególnych akcji (zarówno do „Radia Maryja” jak i „Gazety Wyborczej” – obydwa media, które na co dzień za sobą nie przepadają wielokrotnie jednoczyły się w promowaniu działań pani Jadwigi!), a także sprawdza realną sytuację osób, zwracających się o wsparcie.

– Najważniejsze, żeby system pomocy nie stwarzał sytuacji, gdy ktoś chce żerować na dobrym sercu – zastrzega pani Jadwiga. – Na przykład kiedy ktoś potrzebuje węgla na zimę, pocztą pantoflową organizuję fundusze, które ludzie dobrej woli wpłacają bezpośrednio na konto firmy dostarczającej opał. Podobnie jest z pokrywaniem czynszu dla zagrożonych eksmisją – konkretne osoby wpłacają pieniądze bezpośrednio na konto spółdzielni mieszkaniowej. Przekazywanie pieniędzy do ręki często nie przynosi rozwiązania problemu a potęguje patologię.

Kiedy organizowała pomoc dla powodzian ze Śląska, telefonowała do urzędów gmin, z których pochodzili poszkodowani i za pomocą tamtejszych urzędników i pracowników socjalnych ustalała, czy dana rodzina rzeczywiście potrzebuje określonego wsparcie. Gromadzi również zaświadczenia od władz samorządowych, w których skrupulatnie prosi o określenie nie tylko sytuacji majątkowej zgłaszających się po wsparcie, danych osobowych, ale także wymiarów potrzebnych np. przy dopasowywaniu odzieży. Dzięki takiemu podejściu wiadomo, że pomoc trafia do naprawdę potrzebujących trud wolontariuszy i darczyńców nie zostanie zmarnotrawiony. Przejrzystość to fundament!

Matka Boska w ABPG

Cała dokumentacja ABPG znajduje się w niewielkim pokoju w mieszkaniu pani Jadwigi. W „biurze”, na okrągłym stole naczelne miejsce zajmuje podstawowe narzędzie pracy – stara maszyna do pisania. Poza tym dookoła szafy i regały z niezliczonymi papierami i segregatorami. Na honorowym miejscu – Matka Boska Fatimska, która dwanaście lat temu podsunęła naszej bohaterce pomysł na podjęcie akcji.

– W 1996 r., w czasie peregrynacji po Polsce cudownej figury Matki Bożej z Fatimy, uczestniczyłam w nabożeństwie w kościele przy ulicy Wysockiego na Bródnie. Zwróciłam się wówczas do Maryi z pytaniem, co ona chciałaby, żeby uczynić dla niej i na chwałę Jezusa? Nie spotkało mnie żadne zjawisko nadprzyrodzone czy objawienie, ale napłynęła myśl, tak sprecyzowana i konkretna, jak gdyby ktoś dyktował; ledwo nadążałam z notowaniem! – wspomina pani Jadwiga.

Tak właśnie narodziła się akcja ABPG. Pierwsza akcja – pomoc powodzianom 97 roku. Na południe Polski pani Jadwiga wysłała kilka tirów z darami rzeczowymi!

Czerpała ze swoich wcześniejszych doświadczeń społecznikowskich. Na początku działała w harcerstwie, w czasie okupacji była członkiem aż czterech organizacji podziemnych, m.in. AK i „Ósemki”, prowadzonej przez kardynała Wyszyńskiego.

– Po prostu daje mi to ogromną radość i… przysparza wiele energii – zwierza się. – Nie można przecież patrzeć obojętnie na ludzką krzywdę, człowiek mimowolnie się przejmuje a to, co robię to niemal naturalna reakcja na napływające z całego kraju listy i telefony z prośbami o pomoc.

Warunek podstawowy

– Pani napisze, że wciąż potrzeba nam wolontariuszy – prosi. – Nie tylko jednorazowych darczyńców, ale osób które poświęcą swój czas i pracę. Pomoc innym to sprawa zasadnicza jeśli chodzi o współżycie w społeczeństwie. Nie żyjemy przecież na bezludnej wyspie; od rana do wieczora, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, korzystamy z pracy innych, dlatego nie można być obojętnym na drugiego – to warunek podstawowy! Dobro zawsze powraca do tych, którzy obdarowują nim innych!

Wszystkim, którzy chcieliby wspomóc niestrudzoną Białołęczankę, podajemy „słynny” numer telefonu: (0-22) 670 35 71.

Magda Zarzycka

Z ostatniej chwili:

Redakcja „Gazety Stołecznej” nominowała Panią Jadwigę Sobol do dorocznej prestiżowej nagrody „Stołka” przyznawanej tym, którzy przysłużyli się miastu i jego mieszkańcom. W finałowym plebiscycie uczestniczy 5 podmiotów. O wynikach zadecydują internauci. Z czystym sumieniem możemy zarekomendować: GŁOSUJCIE NA PANIĄ JADWIGĘ!

warszawa.gazeta.pl

Dodane przez Moussa
13:21 02.10.2015
Last week, British artistocrat, Sir Julian Rose and a group of anti-GMO fearmrs continued their protest, against the attempted imposition of GM crops in both Poland and Britain. See his guest blog on Hartke is Online!: Polish Farmers Protest Sale of Land for GM Crops
Dodane przez Dineshika
23:03 08.10.2015
After some observations of a few Polish wives near me:1. Not at all. (They didn\'t canhge names after marriage though. I guess they want to confuse me by not being Kasias.)2. Not at all. The least-expected flower is best-timed. (However. Marriage anniversaries. Important to remember if YOU are likely to forget about them and she\'s not. Doesn\'t work the other sex round. Anniversary presents usually clean up your oblivion-derived mess.)3. Not at all. She\'s turns into a housewife, though she doesn\'t want to. The prince charming has to canhge into the money access provider, cause she expects him to. If you\'re both lucky you have a set of warm recollections of / from long time ago when you were royal.4. Yup. (The next stage being you don\'t have to offer her your arm. In fact you\'ll be expected to let her go (shopping for an hour or five). When walking column-wise in dire-straits of a crowdy street, remember to walk behind her. Her walking behind you makes her feel like a slave wife to an Arab and / or a camel. (Which is bad.) If her figure\'s not canhged much you may actually enjoy the order. If her figure\'s canhged much, you can enjoy other figures and the wife can\'t notice a thing.)5. Yup. (But you can develop a rock-hard abdomen instead of beer paunch, and sleeping on hard is hard, so to speak.)6. No. You\'ve already stolen her daughter. Now you have to pay back.7. Yup. (But only if she\'s on a diet. Which is quite always.)8. Yup, you can. (But only on cheeks. Older and older. Octogenerian aunts or cousinettes, not exactly what you\'d have in mind. In mind? Well, place.)9. Yes. No. (Mileage may vary. Also see below.)10. You gotta tell her she\'s loved, lovable, lovish, lovender, lovetaking, luvsome, loveful, loverend, lovely, lovicious, luvva-luvva etc. When speaking English, you are expected to [over]stress the phonetic difference between love and laugh or -memes forbid- loath . I leave you instead of I luv you can be disastrous too. (You don\'t have to believe any of those words, in fact, lots of them don\'t exist: it\'s her hearing your compliments that matters, not your believing them. However, you have to sound convincing. If you answer to 9 above is no , you\'ll know how to lie. If she sees you\'re a liar, your answer to 9 above is yes .)11. There\'s always some 11.
Dodane przez Dina
18:10 09.10.2015
Response from Polish girl, don’t take that too seriousI can’t agree at all potins.1. But ok, my name is Magda, my mother first wanted to name me Kasia, but second name is Halina.2. I’m sure there less occasions for giving flowers and flowers are the nicest when they aren’t expected. Women’s day is 8th of March.3. Yes, we like be called princess, maybe sometimes it’s to much, but don’t you agree that the little bit of old-fashioned chivalry is nice. I read few times that is something foreign women appreciate in Polish man.4. You get used to it ;) Sometimes it’s much easier not to lose your girlfriend that way.5. Is it really so important how many bodies where there? And only Polish women do it?6. Mothers are strange even if you are Polish, even if you are a girlfriend, there is always some kind of problem ;)7. Eating a little from my boyfriends plate of course. Eating only a salad no way. My boyfriend usually eats my food, so the sex doesn’t matters.8. It depends on a woman. I don’t kiss my friends. You can try to put your arms on her shoulders, maybe that will work?9. So that’s why people in Poland thinks that western education system is so bad and people aren’t so broad-mined, because of all men that were sleeping instead of learning. http://zajxvbeoucl.com [url=http://tobssgkxp.com]tobssgkxp[/url] [link=http://rvpbkyppmt.com]rvpbkyppmt[/link]
Dodane przez Jaxon
00:45 10.10.2015
Uneblievable how well-written and informative this was.
Dodane przez Sisi
01:00 12.10.2015
Well, I can tell somebody had a hard time here :> This is a bisllhut. Every woman is different. Just like every guy. And this whole story about how bad your silly polish, weird girlfriend is was written by someone who is a jerk. If you dont like something about different culture than simply stay at home and breed with people with the same nationality. I was wondering, someone forced you to date polish girl??? Besides, I feel sorry for you hahahahaha if you know only Kasias and Anias than it means-> 1- it\'s too hard to remember rest of the names or you are not smart enough to get to know more girls hahahahaha LOL But you know, i\'m thinking maybe its even better Cause you can share your name knowledge with your friends, and practise in bars maybe this way they will be able to prounance them right. since i\'ve been in england british guys cant even spell my name right, because of course Karolina and Caroline are completely different names LOL :> Pathetic!Please make yourself a favour and forgot about being smart for some time. And really, it seems like you dont get what being with someone means. Gew up! http://mpbzlinqpia.com [url=http://jnbzukpkh.com]jnbzukpkh[/url] [link=http://jxlgrcudot.com]jxlgrcudot[/link]
Dodane przez Abd
12:01 22.12.2015
This is the most hilarious note you\'ve wetrtin here! The worst thing is that it\'s all true I\'m a woman who prefers carrying her bags herself, is familiar with hammer and screwdriver, likes eating (and drinking, whoa!) as much as men do and guess what? I keep hearing from my female friends, mother and other female relatives that it\'s very stupid of me, that when I\'m acting like this my partner doesn\'t have an occasion to feel like a real man\'. Also, my male friends always considered me as weird and non-femine. In Ireland (where I live now) girls are tough and strong and no one tells them that they\'d almost become men.
Dodane przez Alfred
19:50 22.12.2015
Hi there again. Does anybody have the full bithrs records of children born around the war years ie from 1933 onwards in the Nienadowa parish church. My mum (Teresa danko) is the second child and oldest duaghter of Piotr Danko. It would be great to get hold of her birth certificate.Likewise if anybody wants some information on the sons and daughters of Piotr Danko as well as dates relating to his and his wife\'s death, please contact me. Quite clearly we seem to be the UK arm of the family
Dodane przez Joseluis
01:38 23.12.2015
Monica: Thanks for pointing out the typo loose\'. No thnaks at all for being such as prig about it. Only a Pole, and I\'m assuming you are a Pole, could manage this level of arrogance over a typo. How about this: in future why not try assuming the people you are addressing are human beings and, therefore, entitled to the same level of respect that you yourself might enjoy. You\'ll find it makes the world a sweeter place. http://qztopwuvsl.com [url=http://zlipxlflfd.com]zlipxlflfd[/url] [link=http://udvmtgbzs.com]udvmtgbzs[/link]
Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .