W tym wydaniu

W następnym

  • Kapitan Żbik - James Bond PRL-u
  • Białołęckie pogotowie
  • Wspomnienie o Jarosławie Kukulskim

 

www.gazetaecho.pl www.gazetaecho.pl Forum Aveciarze

Polecamy

Aveciarz w Dobrych Pomyslach

 



Dwie epoki - ten sam człowiek

Ola Borycka - studentka lingwistyki na UW, fanka kultury rosyjskiej, śpiewu, tańca i kajaków

Dla wielu ludzi studiujących lub podejmujących pierwsze prace w okresie PRL-u, to czas, który woleliby wymazać z historii Polski. Dla młodzieży urodzonej po ’89 roku Polska Ludowa to groteskowa rzeczywistość ukazana w „Misiu” Barei. Jakie odczucia ma dzisiaj „pokolenie czterdziestolatków”, którzy wczesną młodość przeżywali w minionej epoce, ale pierwsze kroki w dorosłym życiu stawiali już w „nowym” kraju? Dziś naszym bohaterem jest Tomasz Służewski – dyrektor Białołęckiego Ośrodka Kultury, człowiek dwóch epok.

Ola Borycka: Koniec lat osiemdziesiątych, a tym samym schyłek demokracji ludowej był dla Pana początkiem przygody z teatrem. Jak Pan wspomina tamten okres?

Tomasz Służewski: W 1987, w klasie maturalnej, zacząłem występować w kościele Matki Bożej Różańcowej na Bródnie. Było to dla mnie o tyle trudne, że jestem osobą niepraktykującą. Przebywanie w kościele wiązało się ze strachem, jednak ta bariera została pokonana. Pierwsza rola to książę w „Kopciuszku” (byłem o 20 kg młodszy). Pamiętam, że mój donośny głos przerażał małoletnich widzów.

Kiedy skończyłem szkołę średnią ludzie odpowiedzialni za teatr oświadczyli, że nie mają możliwości jego dalszego prowadzenia. Poruszony kilkoma bodźcami, m.in. chęcią zaimponowania jednej z koleżanek, postanowiłem podjąć się kierownictwa. Premiera pierwszego przedstawienia – montażu poetyckiego tekstów Mickiewicza, Słowackiego i Bursy pt. „Zwierciadło” – miała miejsce 27 marca 1988 roku. Spektakl formą przypominał „Wesele” Wyspiańskiego i podobnie do tego dramatu odnosił się do realiów politycznych. Myślę, że zarówno dla nas, aktorów jak i dla widzów był to swego rodzaju „powiew wolności”. Jednak moja szeroka perspektywa w spojrzeniu na teatr nie pozwalała mi na tworzenie bez końca sztuk podejmujących tematykę patriotyczną czy też polityczną. Chciałem skupić się także na obyczajach, co z kolei mogło czasem kolidować z faktem występowania w kościele.

Dlatego zdecydowaliśmy się na przeniesienie teatru do Domu Kultury „Świt”, który wówczas cały mienił się czerwonymi tabliczkami przeróżnych związków i organizacji. Bałem się, że ktoś skojarzy mnie z tymi rzucającymi się w oczy znakami, zwłaszcza, że moi rodzice byli w „Solidarności” (ja kontynuowałem rodzinne tradycje solidarnościowe w latach ‘90.). Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, a po ‘89 roku przy Wysockiego 11 pozostała już tylko jedna tabliczka z napisem „Dom Kultury Świt”.

– Czy podczas tego krótkiego czasu tworzenia sztuk jeszcze w poprzednim systemie zdarzyło się Panu spotkać z cenzurą?

– Dopóki związani byliśmy z Kościołem, nie miałem żadnej styczności z cenzurą. Może jedynie z cenzurą obyczajową. Kościół w owym czasie przyciągał do siebie ludzi o tak różnych poglądach, że stanowił jedną z nielicznych ostoi wolności.

Natomiast zdarzyło mi się raz w listopadzie 1988 odwiedzić cenzurę przy Mysiej. Doświadczenie to było o tyle dziwne, że sztuka, którą wtedy przygotowywaliśmy została już wydrukowana w czasopiśmie „Dialog”, co oznacza, iż musiano przepuścić ją wcześniej. Po co więc wzywano mnie do cenzora?

Niemniej jednak poszedłem na Mysią, stamtąd odesłali mnie do Urzędu Wojewódzkiego, jakimiś dziwnymi korytarzami dotarłem wreszcie do urzędniczki, która nawet nie przeczytawszy podanego jej tekstu, przybiła ogromną pieczątkę i odesłała mnie tam, skąd przyszedłem. Wróciłem więc na Mysią i otrzymawszy drugą pieczątkę mogłem spokojnie zabierać się za wystawianie sztuki. To jednak nie jedyny absurd całej sytuacji! Drugi polegał na tym, że choć cenzura działała, prawa autorskie absolutnie nie były respektowane. Za wystawienie tego spektaklu dziś powinniśmy zapłacić cztery tysiące dolarów, a wtedy nikt się tym nie przejmował. Najistotniejsze było, czy nikt nie obraża systemu. Kiedy zaś w 1989 roku wystawialiśmy „Golgotę” Stanisława Brajdyganta – utwór czysto polityczny – nikt z Mysiej już się o nas nie upomniał.

– A jakie inne, nie-teatralne wspomnienia przywodzi Panu dźwięk hasła „Polska Rzeczpospolita Ludowa”?

– Pierwsze wspomnienia pochodzą z okresu szkoły podstawowej. Wówczas manifestacyjnie nosiłem opornik (jest to elektroniczna cześć podzespołu magnetofonu), który przyczepiony do swetra, miał symbolizować niechęć do systemu ludowego. Oprócz tego na mojej piersi widniała także podobizna Piłsudskiego oraz orzeł w koronie. Kiedyś nauczycielka wyrwała mi ten opornik ze swetra…

Pytany o uczestnictwo w pochodach czy manifestacjach 1- i 3-majowych odpowiadałem, że owszem brałem w nich udział, ale w kościele św. Stanisława Kostki lub w katedrze na Starym Mieście. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że narażam na reperkusje i nieprzyjemności nie tylko siebie czy swoich rodziców, ale także nauczyciela prowadzącego lekcję. Mądrzy pedagodzy po prostu milczeli, ci moim zdaniem nieco mniej rozważni reagowali w sposób, którego dziś powinni się wstydzić.

Wracając do manifestacji, była jedna, która szczególnie zapadła mi w pamięć. Otóż kiedy przechodziliśmy boczną ulicą po wyjściu z ,,Kostki”, spośród idących osób wyciągnięto z tłumu chłopaka. Okazało się, że ci, których mieliśmy za robotników, byli przebranymi funkcjonariuszami, interweniującymi w drastyczny sposób. Ręce w tył, głowa do dołu, działali szybko, żeby tłum nie mógł zareagować. Innym razem uciekałem przed zomowcem przez całe Stare Miasto. Ostatecznie udało mi się schronić w jednej z kawiarni. Nigdy nie byłem zatrzymany ani aresztowany, parokrotnie tylko spisywany.

– Teatr, epizod z cenzurą, uczestnictwo w manifestacjach... – młodość z przygodami!

– Zdarzyło mi się także pracować w szkole i narazić się dyrekcji. Otóż po nieudanych egzaminach na Wydział Pedagogiki (oblałem egzamin ustny z historii), o ironio, trafiłem do szkoły podstawowej jako… nauczyciel historii! To paradoks tamtych czasów. Przez rok uczyłem w klasach 4-5 i byłem wychowawcą w jednej z nich. Pewnego razu dostałem zastępstwo w 6. klasie. Uznałem, że kontynuowanie tematów zgodnie z programem nie jest najlepszym rozwiązaniem, skoro widzą mnie pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz. Dlatego postanowiłem opowiedzieć uczniom o zbrodni katyńskiej. To był rok 1988 – a więc za kilkanaście miesięcy mieliśmy żyć w nowej, wolnej Polsce, czuło się powiew zmian… To już nie okres stalinowskich represji. I nagle następnego dnia po lekcji dostałem wezwanie do dyrektora, który oświadczył, że mam zakaz podejmowania zastępstw w starszych klasach, ponieważ opowiedziałem młodym ludziom historię o Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie. Kilka dni później z kurtuazyjną wizytą odwiedził mnie oficer UB czy też MSW i zapytał, ni z gruszki ni z pietruszki, o dyktaturę Romualda Traugutta. Mój przyjaciel poinformował mnie później, że pytali o mnie jacyś milicjanci. Mówienie o Katyniu nie w ’60, nie w ’70, a w ’88 roku wywołało reperkusje, co świadczy o tym, jak głęboko komunizm tkwił i myślę, że nadal tkwi, w wielu z nas...

– Czy to oznacza, że miniona epoka wciąż ma na nas wpływ? Kiedy uda nam się uwolnić od reliktów tamtych czasów? Co w nas pozostało z PRL-u?

– Myślę, że dopiero dzieci dzisiejszych dwudziestolatków będą uwolnione od wpływów poprzedniej epoki. W naszej mentalności wiele jest jeszcze przebłysków i oddźwięków tamtych czasów: niechęć do innowacji, brak uczciwej przedsiębiorczości… Poczucie, że coś nam się należy za nic, właściwie bez przyczyny. Oczywiście państwo ma nas chronić, zapewniać nam podstawy egzystencji, ale obywatel także powinien społeczeństwu dawać coś od siebie. Teraz wszystkiego uczymy się od nowa. I choć Polska być może nie pozostaje gospodarczo aż tak bardzo w tyle za innymi krajami Europy czy świata, to moglibyśmy być znacznie wyżej, gdyby zmieniło się myślenie i postrzeganie pewnych spraw. Gdybyśmy nie zmarnowali okresu między 1981-89 i lepiej wykorzystali czas Polski demokratycznej. Mam jednak nadzieję i wierzę w to, że całkowita zmiana mentalna stanie się faktem.

Rozmawiała Ola Borycka

Nick:

Wpisz komentarz:


- Wpisz liczbę z obrazka 99

Strona główna | Aktualny numer | Archiwum | Zgłoś temat | Redakcja | Kontakt .